27 sierpnia 2015 Europa

11 rzeczy, które musisz zrobić w Wenecji

Pokochałam Wenecję już jako dziecko. Obejrzałam wtedy „Indiana Jones i ostatnia krucjata” i od tamtej pory to miejsce już zawsze miało mi się kojarzyć z klasycznym pięknem, tajemnicą i przygodą. Dziwna rzecz, że na tę podróż zdecydowałam się dopiero po trzydziestce. Przez te wszystkie lata moje oczekiwania urosły niewyobrażalnie, do tego stopnia, że pierwszego ranka zamiast cieszyć się, że nareszcie tu jestem, martwiłam się, czy na pewno odpowiednio wykorzystam ten długo wyczekiwany czas, czy dam radę odwiedzić te wszystkie osławione miejsca, czy zdążę się nimi zachwycić, czy kawa będzie tu tak dobra, jak mówią, a wenecjanie iście szekspirowscy. Widzicie sami, poprzeczkę ustawiłam wysoko zarówno sobie, jak i Wenecji. Na całe szczęście, ani sobie, ani jej nie mam dzisiaj nic do zarzucenia.

Przed wyjazdem sporządziłam listę miejsc, które powinnam zobaczyć i rzeczy, które powinnam zrobić. To obłęd. Nie znoszę w sobie tej turystycznej nerwicy, bo najczęściej prowadzi mnie do dzikiej gonitwy po mieście. Wolałabym się leniwie snuć i gubić, tak jak robię to w ukochanym San Francisco, czy Lizbonie. Sęk w tym, że nie zawsze dostaję od losu ten luksus w postaci czasu…

Skończyło się na tym, że bazylikę świętego Marka, Torre dell’Orologio, Pałac Dożów, most Rialto, czy kościół Madonna della Salute podziwialiśmy z daleka, nawet nie zbliżając się do tłumów turystów i unikając stania w niekończących się kolejkach. Jedyne, czego nie byłam w stanie sobie odmówić, to gondoli. Być w Wenecji i nie przepłynąć się gondolą po Canal Grande?! Błagam! („80 euro za pół godziny?! Dużo. No ale w końcu całe życie czekałam.”) Dziś jestem pewna, że również tę atrakcję mogliśmy sobie podarować. W porównaniu ze wszystkimi niezwykłymi miejscami i przyjemnościami oferowanymi przez Wenecję, rejsik gondolą (nazwanie tego rejsem byłoby grubą przesadą) wypada przeciętnie. Cieszę się jednak niezmiernie, że przewodniki turystyczne o nich milczą, bo dzięki temu stają się one jeszcze bardziej „moje”. A teraz również Wasze.

Z przyjemnością oddaję w Wasze ręce jedenaście weneckich gwoździ programu.

Primo: Brodzić w Adriatyku na plaży w Lido. Rano! Skoro świt!

Uwielbiam morze, ale na plażowanie decyduję się tylko w trzech przypadkach. Po pierwsze, po zmroku. Zazwyczaj na plażach panują wówczas pustki, jest chłodniej i spokojniej. No i ryzyko poparzeń słonecznych spada do zera. Po drugie, na plaży nudystów. Pływanie na golasa to jedna z największych rozkoszy ziemskich. Każdy kto choć raz tego spróbował, na pewno się ze mną zgodzi. Na takich plażach też zazwyczaj jest bardziej intymnie i spokojnie. Po trzecie, o świcie. Jest to według mnie największa plażowa ekstrawagancja. Spokój, cisza i słońce nie przypieka. Wystarczy tylko odpowiednio wcześnie wstać.

Tej trzeciej przyjemności nie byłam sobie w stanie odmówić. Spacer brzegiem morza o poranku, świeża kawa w dłoni, pustki, absolutna cisza i bryza – można oszaleć ze szczęścia. Podobno w południe zaczyna zbierać się niezły tłumek, nadciągają tu spragnieni kąpieli słonecznych (i nie tylko) wenecjanie oraz turyści. Nie dziwię się. Piasek jest niemal tak aksamitny, jak nad polskim morzem, a woda czysta, wbrew temu, co się mówi o włoskim wybrzeżu. Niektórych może także zainteresować fakt, nie nieopodal plaży znajduje się pole golfowe uznane za jedno z najpiękniejszych w Europie.

plaza_w_lido

plaza_w_lido
Podobno nigdzie na świecie nie znajdziesz takich domków plażowych, jak na Lido.

plaza_w_lido

plaza_w_lido
Piasek na plaży jest rozkosznie aksamitny. Przy samym brzegu zalegają jednak fragmenty muszli i drobne kamyki. Boli.

plaza_w_lido
Długość cieni zdradza, że tego dnia byłam na plaży trochę później niż o świcie…

Secondo: Odwiedzić galerie sztuki, o których milczą przewodniki turystyczne. I porozmawiać z pracownikami!

Zdradzę Wam teraz swój turystyczny sekret. Wszystkie znane mi miasta, które cieszą się olbrzymią popularnością, oferują nieprzeliczone oazy spokoju, piękna i kojącego chłodu. Są to miejsca niezwykłe, w które nie wiedzieć czemu, nie zapuszczają się te wszystkie tłumy turystów, które przetaczają się falami tuż obok. To miejsca, w których panuje temperatura idealna, są bowiem najczęściej klimatyzowane. Przede wszystkim jednak są to lokacje dostarczające niezapomnianych estetycznych uniesień i inspiracji. Mowa o lokalnych galeriach sztuki. Zazwyczaj są one poświęcone sztuce współczesnej i designowi, a więc temu, co estetycznie ekscytuje mnie najbardziej. W Wenecji takim miejscem, w którym turysta może złapać oddech w sensie dosłownym i metaforycznym, jest galeria Contini (odwiedziliśmy dwa miejsca funkcjonujące pod szyldem Contini – na mapie figurują pod 2). Mieliśmy dużo szczęścia, ponieważ w jednej z nich trafiliśmy na wystawę prac Igora Mitoraja. Nasz entuzjazm względem rzeźb polskiego artysty sprawił, że pracujące w Contini panie stały się jeszcze bardziej rozmowne, a nasz zachwyt (no dobrze, przede wszystkim zachwycał się mój Programista Daniel) instalacjami wideo Fabrizio Plessi sprawił im widoczną radość. Doskonale to rozumiem. Wystarczy, że przypomnę sobie, jak żywiołowo zareagowałam, gdy Amerykanin wyznał, że jego ulubionym zespołem jest polskie SBB, a reżyserem Kieślowski.

Adresy: Piazza Silvestro Franceschi 1, Piazza Silvestro Franceschi 7, Via Roma 2

galerie_w_wenecji

galerie_w_wenecji

Terzo: Strzelić ekspresowe espresso z lodem

Bardzo spodobały mi się maleńkie kawiarenki, w których serwują kawę (jedna z nich została zaznaczona na mapie jako 3). Zazwyczaj znajdują się na rogach ulic, są wielkości pokoju i nie mają krzeseł dla gości. Jest tylko kontuar. Zasada jest taka: wchodzisz, stajesz przy ladzie, zamawiasz kawę, płacisz, wypijasz kawę (podobno Włosi płacą zanim ją wypiją). W tym roku sporym odkryciem było dla mnie espresso z lodem – jedna kostka rozpuszcza się niemal natychmiast przyjemnie schładzając napój, druga zostaje niemal nietknięta.

Adres: Calle delle Ostreghe 2456

espresso_z_lodem

Quarto: Zajść do słynnej Libreria Acqua Alta i wspiąć się po schodach z książek

Kiedy przygotowywałam się do tegorocznego wyjazdu, trafiłam na artykuł o najpiękniejszych księgarniach na świecie. Znalazła się wśród nich wenecka Libreria Acqua Alta (na mapie: 4). Miejsce zaczarowane! Żeby przejrzeć cały księgozbiór nie starczyłoby miesiąca, podobnie jak nie starczyłoby miesiąca na rozmowę z właścicielem. Jegomość urzęduje tam każdego dnia, serdecznie wita klientów i zaprasza do rozmowy. Jest przy tym niezwykle skromny. Kiedy powiedziałam mu, że czytałam artykuły na temat księgarni, że podróżnicy z całego świata uznali ją za jedną z najpiękniejszych na świecie, odparł jedynie: „Słyszałem, że tak mówią, ale nie wiem dlaczego…”

W księgarni urzędują koty. Można dostrzec je poukrywane w najciemniejszych zakątkach regałów. Są rozleniwione, grubiutkie i mało towarzyskie, ale wyglądają na szczęśliwe. Gdzieniegdzie rozstawione są miski z kocią strawą i wodą oraz pluszowe koce.

Księgarnia jest olbrzymia, pachnie w niej starym papierem i kurzem, a książki nie są tu traktowane jak eksponaty muzealne. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia, by pojąć, że ich kondycja może pozostawiać niekiedy sporo do życzenia. Panująca tam jednak atmosfera sprawia, że nawet taka wariatka oszalała na punkcie książek (wyznająca np. zasadę otwierania książek maksymalnie pod kątem 45 stopni), może wybaczyć takie barbarzyństwo, jak książki upchane w wannie, bądź schody z woluminów.

Adres: Sestiere Castello, 5176/B

libreria_wenecja
Ćwiczenie na spostrzegawczość: Znajdź księgarza.

libreria_wenecja

libreria _wenecja
Zagadka: Kto jest ulubionym bohaterem literackim kota?

libreria_wenecja

libreria_wenecja
Pisuar w wannie! Nie wierzę w przypadki.

libreria_wenecja
Schody z książek słynne na cały świat

Quinto: Zejść ze szlaku turystycznego i odkryć bezludną Wenecję

Trudno uwierzyć, że zaledwie kilkanaście minut spacerkiem od najbardziej zatłoczonych lokacji, znajdują się weneckie miejsca nieznane (obszar zaznaczony na mapie wielką 5-tką). Mamy tu nadal pełne uroku kamienice, kolorowe kompozycje z prania zawieszonego na linkach, kanały, przystanie i kawiarnie (choć tych sporo mniej). Ludzi jest jednak niewielu. Właściwie to prawie wcale. Podczas wędrówki przez nieznaną Wenecję natknęliśmy się na kilka starszych pań, grono znajomych tuż przy przystani i dwóch amatorów sportu: biegaczkę i zniewalającego dżentelmena, który wyciskał pompki na brukowanej ulicy (została po nim mokra plama na trotuarze, coś fantastycznego!). Najwyraźniej wenecjanie to skończeni domatorzy, a przy tym czyściochy, bo wbrew temu, co słyszy się na temat Wenecji, jest ona miastem czystym i zadbanym. Najlepiej widać to właśnie w tych mniej popularnych rejonach.

bezludna_wenecja

bezludna_wenecja

bezludna_wenecja

bezludna_wenecja

bezludna_wenecja

bezludna_wenecja

bezludna_wenecja

bezludna_wenecja

bezludna_wenecja

bezludna_wenecja

bezludna_wenecja
Młody bóg wykonuje serię pompek w blisko czterdziestostopniowym upale, tuż przy murach stadionu miejskiego. Już za chwilę zostanie po nim mokra plama.

bezludna_wenecja

Sesto: Odwiedzić Il Prato, pracownię pewnej pani, której pasją jest papier

Dotychczas nie miałam pojęcia, że Włosi mają takiego hopla na punkcie kaligrafii. Sklepów z wiecznymi piórami i papeterią nie można się doliczyć. Zachwycają. Wyglądają jak zakłady jubilerskie zaaranżowane w steampunkowym stylu. I choć Wenecję od Hiszpanii dzielą setki kilometrów, przypomniałam sobie wątek z „Cienia wiatru” Zafona, ten poświęcony wiecznemu pióru. Główny bohater jest przekonany, że gdyby tylko miał w posiadaniu przedmiot tak piękny, jak upatrzone pióro, z pewnością pisałby najwspanialsze powieści. No to ja miałam to samo. Jednak zamiast wiecznego pióra o wartości małego samochodu, postanowiłam kupić sobie długopis oklejony papierem w nietuzinkowym Il Prato. Czekam aż zacznę pisać najwspanialsze artykuły na blog.

Il Prato to sklep-pracownia, prowadzony przez panią, która projektuje wzory z myślą o papierze. Są one nadrukowywane, a sam papier sprzedawany jest w postaci arkuszy lub wykorzystywany do zabezpieczenia (i dekoracji!) różnych przedmiotów, takich jak ołówki, notatniki i pudełka.

Adres: Calle delle Ostreghe 2456 (po sąsiedzku z kawiarnią, na mapie oznaczone jako 3)

ilpreto_wenecja

ilpreto_wenecja

Settimo: Wypić Aperol Spritz w Paradiso

W Giardini Pubblica znajduje się kawiarnia Paradiso (7). Bywał tu Picasso, czego dowodzą zawieszone na ścianach fotografie, a także Dali, jeśli wierzyć legendom. Rozumiem zupełnie upodobania ich obu, bowiem kawiarnia mieści się z dala od szlaku turystycznego, jest tu też niewiele przypadkowych osób – w większości to miejscowi lub artyści (było ich wielu podczas naszego pobytu, bo nieopodal odbywało się akurat Biennale Arte 2015). Z patio rozpościera się widok na Canale di san Marco, jest tu dużo upragnionego w upale cienia, a serwowany Aperol Spritz jest najlepszym, jaki w życiu piłam. Być może za sprawą pysznej oliwki wielkości śliwki.

Aperol Spritz to drink tegorocznych wakacji. Lekki i wyjątkowo smaczny, jak chyba wszystkie koktajle na bazie Prosecco.

Adres: Giardini della Biennale 1260

paradiso_wenecja

paradiso_wenecja

paradiso_wenecja

paradiso_wenecja

Ottavo: Dostrzec piękno weneckiego szkła

Sklepy z weneckim szkłem są, razem z przybytkami z maskami, najbardziej obleganymi lokalami handlowymi w mieście. To zrozumiałe, bo właśnie z nimi kojarzy się turystom Wenecja. Przyznaję, że kolorowe szkło zrobiło wrażenie również na mnie, mimo że długo się opierałam. Najwyraźniej musiałam trafić na odpowiednie dzieła. Takie jak te, które oferuje luksusowy sklep w podcieniach na placu świętego Marka, Pauly&Co (8). Spytacie ile to kosztuje, odpowiem, że majątek.

Adres: San Marco 77

szklo_weneckie

szklo_weneckie

szklo_weneckie

szklo_weneckie

Nono: Znaleźć swoją ławkę w parku

Miejscem, w którym zamiast turystów spotkasz wenecjan jest tutejszy Parco delle rimembranze (na mapie to obszar oznaczony 9-tką). Roi się tam od dzieci grających w klasy, jak i dorosłych Włochów zaczytanych w lokalnych periodykach. Sporo też biegaczy i młodzieży wypoczywającej na kocach. Jeśli prowadzisz z kimś rozmowę, musisz podnieść głos. Inaczej zagłuszą się cykady. W tym parku dają koncerty z prawdziwego zdarzenia!

Ten park jest jednym z tych miejsc, w których wypada przysiąść na upatrzonej przez siebie ławce i dając odpocząć zmęczonym nogom, pogapić się na ludzi. Tak naprawdę tylko pozornie nie dzieje się nic w miejscach takich jak to. Podczas mojego ławeczkowego relaksu miałam bowiem okazję podejrzeć jak witają się Włoszki (dają sobie buziaki utrzymując między sobą półmetrowy dystans), prześledzić konflikt dwójki dzieci (jeden drugiemu podwędził klapka) i poobserwować młodego chłopaka, który przyniósł cały karton książek i starannie rozłożył je na ławce, po czym odszedł. Tak, wzięłam jedną. I to wszystko wydarzyło się podczas dwudziestu minut!

park_w_wenecji

park_w_wenecji

park_w_wenecji

Decimo: Popłynąć tramwajem wodnym, a najlepiej promem

Trudno sobie wyobrazić lepszy pierwszy raz z Wenecją niż rejs promem. A ja miałam to szczęście. Pierwszy raz spojrzałam na Wenecję właśnie z pokładu statku. Czekałam na to odkąd tylko zarezerwowaliśmy pokój w hotelu na Lido, niewielkiej wyspie obok Wenecji, gdzie mieści się plaża, o której pisałam wyżej. Dostać się tam można tylko promem (przez Canale della Giudecca) lub tramwajem wodnym. Obojętnie, czy płyniesz jednym, czy drugim – widoki są niezapomniane. Dodam, że oba środki transportu dostarczyły mi zdecydowanie więcej niezapomnianych wrażeń, niż rejs gondolą. Mimo, że na pokładzie bywa naprawdę tłoczno.

prom_w_wenecji

prom_w_wenecji

prom_w_wenecji

prom_w_wenecji

prom_w_wenecji

Undicesimo: Wybrać się na spacer po Lido

Z całego serca polecam Lido! To tu odbywa się słynny na cały świat Mostra Internazionale d’Arte Cinematografica di Venezia, czyli Festiwal Filmowy w Wenecji. To właśnie na tej wyspie mieszkał Tomasz Mann. Tutaj też kręcono genialną „Śmierć w Wenecji” na podstawie jego noweli. Tutaj mieści się niesamowita plaża nazywana wenecką. Tutaj nie ma tłumów, choć mówi się, że tu właśnie przypływają wenecjanie spragnieni zabawy. Dla mnie to jednak przede wszystkim wyspa luksusowych willi, przepięknych ogrodów, cykad, które nigdy nie milkną i elegancko ubranych Włochów, którzy przemieszczają się głównie na rowerach. Zostawiłam w Lido kawałek swojego serca.

lido
Oto Lido.

lido

lido

lido

lido

lido
Pies z Lido patrzy mądrze.

lido

lido

lido
Przystań hotelowa, ale również przystanek dla wodnych taksówek; w tle willa Mabapa, w której się zatrzymaliśmy (nasze okno na poddaszu!). Polecam!

lido

lido
Kelner nazwał to truskawkową grappą. Nie sposób mu było odmówić. Lepki słoik i aluminiowa chochla – na plus!

lido
Zachód słońca nad Wenecją

Jak tam trafić?

Miejsca, które znajdują się w samej Wenecji zaznaczyłam na poniższej mapie. Adresy zaś znajdują się bezpośrednio przy każdym gwoździku programu. Żałuję, że nie miałam wystarczająco dużo czasu, aby zwiedzić zachodnią i północną część miasta. Mam do czego wracać.

mapa_wenecja

Legenda: obie 2-ki to galerie Contini; 3 to Il Prato oraz kawiarnia, gdzie serwują pyszne espresso z lodem; 4 – księgarnia; 5 – kameralna część Wenecji; 7 to Paradiso; 8 – galeria szkła weneckiego; 9 – Parco delle rimembranze

    • vesper

      Też marzę o Wenecji… To mój cel bardzo opóźniającej się podróży poślubnej :)