lizbona
4 marca 2016 Europa

17 rzeczy, które musisz zrobić w Lizbonie

Jest takie miasto, którego nie przejdę w szpilkach (na wzniesieniach można połamać nogi nawet w tenisówkach). Położone na siedmiu wspaniałych wzgórzach, o których piszą piosenki. Cudownie kolorowe, bajeczne wręcz, przeze mnie ukochane. Tam chodniki wyłożone są granitową kostką, która połyskuje tak, że masz wrażenie, jakby dopiero co przestał padać deszcz. Tam wiśniówkę kupujesz na maciupkie kieliszki ot tak, na ulicy – w małych wiśniówkowych kioskach jasno oświetlonych jarzeniówkami. Czasem, kiedy usłyszysz mowę miejscowych, myślisz, że jesteś w Polsce – tak dużo tam tych sz, cz, rz… Piękna jest rzeka, olśniewający jest most – łudząco podobny do Golden Gate Bridge. Przepysznie kwitną tam kwiaty. Ich cyklamen i fuksja wspaniale łączą się z kanarkową żółcią na ścianach budynków i tramwajami, chabrem słynnych na cały świat azulejo i błękitem nieba. To Lizbona. A jóia de Europa! O meu desejo!

Niezależnie od tego, czy wybierasz się tam na miesiąc, czy zaledwie kilka dni – są rzeczy, które w Lizbonie zrobić musisz. I nie, nie jest to ani degustacja otoczonych legendą mdłych ciasteczek, ani popularnych sardynek, które wykończyłyby Smoka Wawelskiego szybciej niż owce nafutrowane siarką… Przede wszystkim powinieneś zgubić się w Alfamie.

Zgub się w Alfamie

Zbocz z głównych traktów i zapuść się w labirynty wąskich alei. Odszukaj schody ukryte między domami, klimatyczne tarasy, nieznane punkty widokowe, kameralne restauracje i kawiarnie. Pamiętaj, im skromniej i mniej komercyjnie, tym będzie taniej i smaczniej.
Alfama to moja ulubiona dzielnica w Lizbonie i jednocześnie najstarsza. Słynne trzęsienie ziemi, które miało miejsce pod koniec XVIII wieku prawie jej nie ruszyło, a kolejne dziesięciolecia również ją oszczędziły, dzięki czemu dziś możemy przechadzać się tamtejszymi uliczkami i napawać tą jedyną w swoim rodzaju atmosferą wieków minionych. To tutaj narodziło się fado i to tu Wim Wenders nakręcił wiele scen do wybornego „Lisbon Story”.

alfama-lizbona

alfama-azulejos
Piękny przykład azulejo – ceramicznych płytek układanych w mozaiki

kot-w-alfamie

alfama-lizbona
Mój przyszły dom będzie miał czerwone drzwi, to pewne.

Popatrz z góry

W mieście położonym na siedmiu wzgórzach naprawdę nie możesz narzekać na brak lokacji z oszałamiającym widokiem. Jest ich tu całe mnóstwo, a musisz wiedzieć, że nie znam innego miasta, które tak pięknie wyglądałoby z góry, jak Lizbona właśnie. OK, bardzo podobało mi się Las Vegas nocą, bo z okna samolotu wyglądało jak kiczowate drzewko świąteczne (czyli prześlicznie).

W poszukiwaniu bajecznych widoków polecam udać się do Castelo Sao Jorge, na taras widokowy sklepu Pollux, z którego pięknie prezentuje się Elevador de Santa Justa. Z tej fantastycznej, neogotyckiej windy też warto skorzystać. Widok na miasto i rzekę zapiera dech w piersiach. A skoro już jesteśmy przy windach, koniecznie musisz przejechać się windą – tramwajem, która łączy Cais do Sodré z Bairro Alto. Widok z góry jest przedstawiony na większości pocztówek nie bez przyczyny.

castelo-san-jorge-w-lizbonie

castelo-san-jorge-w-lizbonie

elevador-w-lizbonie

elevador-w-lizbonie

widok-z-elevador-w-lizbonie

winda-tramwaj-w-lizbonie

Przejedź się tramwajem!

Tego jeszcze o mnie nie wiecie, ale mam bzika na punkcie tramwajów. Naprawdę! W ubiegłym roku miałam nawet przyjemność napisać książkę o poznańskich tramwajach i autobusach. Dodam jeszcze, że gdyby tylko kultowe cable cars w San Francisco nie były tak oblegane przez turystów, jeździłabym nimi częściej. Tak bardzo upodobałam sobie te drewniane ławy, dźwięk dzwonka i delikatne szarpanie (zwłaszcza na zakrętach).

Tramwaje w Lizbonie polecam Wam z czystym sumieniem. Nie dajcie się zwieść negatywnym komentarzom, że zatłoczone, że nic nie widać i że nie warto. Warto. Szczególnie polecam popularną linię 28. Przejeżdża przez najpiękniejsze dzielnice, takie jak Alfama, Baixa, Chiado i Bairro Alto.

tramwaj-28-lizbona

Wypij espresso

To w Lizbonie polubiłam kawę. Przejechałam pół świata i nigdzie nie piłam tak dobrego espresso, jak właśnie tam. Nie zapomnę nigdy tego pierwszego razu, kiedy odkryłam, że kawa czarna jak piekło może nie być kwaśna i gorzka, a cudownie, obezwładniająco słodka. Uderzyła mi do głowy w ten upalny wrześniowy dzień, a moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki. Bajka.

Wejdź do pierwszej z brzegu restauracji, podejdź do lady i zamów espresso. Zapłacisz za nie nie więcej niż 1€, jeśli tylko nie zajmiesz stolika. Wypij, zapłać i wyjdź. Lizbońskie espresso doda Ci sił na wielogodzinny marsz przez miasto.

Zaprzyjaźnij się z Fernando Pessoa

Niesamowita rzeczywistość rzeczy
Jest moim codziennym odkryciem.
Każda rzecz jest tym, czym jest,
I trudno mi wytłumaczyć, jak bardzo mnie to cieszy,
I jak bardzo mi to wystarcza.

Wystarczy istnieć, by być kompletnym.

To fragment „Niesamowitej rzeczywistości rzeczy” Fernanda Pessoi. Poety, filozofa, krytyka literackiego, który większość swojego życia spędził w Lizbonie. Ciekawostką jest, że przez wiele lat utrzymywał bliskie relacje z Aleisterem Crowleyem, który ponoć wywarł znaczący wpływ na jego twórczość. W 1992 roku pierwszy raz opublikowano napisany przez niego ponad 70 lat wcześniej przewodnik „Lizbona: Co turysta powinien zobaczyć”.
Usiądź z nim przy stoliku pod słynną Brasileirą w dzielnicy Chiado.
(Na kolażu otwierającym wpis popijam porto w towarzystwie Pessoi i Crowleya, a śpiewa dla nas Teresa Salgueiro z Madredeus.)

pessoa

pessoa

Dowiedz się, co łączy Lizbonę i San Francisco

Czerwony most 25-tego Kwietnia bardzo przypomina Golden Gate. Myli się jednak ten, kto twierdzi, że to kopia. To w żadnym razie nie jest kopia. Mimo to, oba mosty łączy coś więcej niż kolor. Lizboński został zaprojektowany przez tych samych ludzi, którzy stoją za projektem Bay Bridge w San Francisco (nie Golden Gate). Most zachwyca, ale największe wrażenie robi z drugiego brzegu Tagu, w Almadzie.

Ponte 25 de Abril

Skuś się na Ginjinhę

Wybrać się Lizbony i nie skosztować najpopularniejszego miejscowego likieru wiśniowego?! Wolne żarty! Tego wyskokowego ulepku można napić się w samym centrum, w malutkich knajpkach serwujących tylko ten jeden napitek. Podaje się ją w plastikowych kubeczkach, a spożywa na ulicy. Piękny, miejscowy zwyczaj. Tylko uwaga na owoce! Są tak nasączone procentami, że wystarczy jedna wisienka, żeby zakręciło się w głowie.

ginjinha
Po jednym kieliszku łatwo zgubić ostrość.

Zaplanuj kolejną podróż w Belém

W dzielnicy Belém panuje wyjątkowa atmosfera. Z pewnością rozpozna ją każdy, kto doświadcza czasem charakterystycznego mrowienia, za sprawą którego kolejny raz pakujemy dobytek swojego życia do jednej walizki i wyruszamy w podróż. Muszę się przyznać, że mnie często tak mrowi, toteż w Belém dopadają mnie zawsze wielkie nostalgie i sentymenta, zwane przez Portugalczyków saudade. A jednak w odróżnieniu od nich, nie spoglądam tęsknie w przeszłość – zawsze wypatruję tego, co mam jeszcze przed sobą. Z tęsknotą.
To z Belém w 1497 roku wypłynął do Indii Vasco da Gama. Dziś to miejsce jest symbolem udziału Portugalii w Wielkich Odkryciach Geograficznych. Oblężony przez turystów, położony nad samym Tagiem Pedrão dos Descobrimentos to pomnik upamiętniający słynne morskie wyprawy.

Na zwiedzanie Belém możesz poświęcić nawet cały dzień. Tam warto zrezygnować z pośpiechu, warto się tą dzielnicą napawać na luzie. Koniecznie zawitaj do Mosteiro dos Jerónimos czyli Klasztoru Hieronimitów, który został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, a także do Torre de Belém – Wieży Betlejemskiej. Ta militarna budowla wzniesiona w 1515 roku znajduje się blisko ujścia Tagu do oceanu i jest jednym z bardziej niezwykłych budynków, jakie w życiu widziałam. Piękna! Serdecznie polecam jednak spacer tamtejszymi ulicami. Belém jest bardzo zielone i spokojne, pełno tu wspaniałych ogrodów i uroczych willi.

pomnik-odkrywcow-w-lizbonie

belem-w-lizbonie

torre-de-belem

klasztor-hieronimitow-w-lizbonie

Zamieszkaj w Lisbon Story Guesthouse

Zawsze zatrzymuję się właśnie w tym hostelu i polecam go wszystkim moim znajomym. Fantastyczne miejsce, do którego chce się wracać. Mieści się przy placu Rossio, czyli w samym centrum Lizbony. W dodatku jest pięknie urządzony. Każdy pokój jest inny, ale wszystkie nawiązują do symboli miasta. W Sete Colinas, czyli Siedmiu Wzgórzach wielkie łóżko stoi na wysokich nogach i trzeba się na nie wdrapywać. Tejo, czyli rzeka Tag jest cały w błękitach. Azulejos zdobią piękne azulejos, czyli obrazy namalowane na ceramicznych kaflach. Uwielbiam od lat!

Strona internetowa hostelu

Przekonaj się, dlaczego Klasztor Karmelitów jest tak niezwykły

Moim zdaniem, ruiny klasztoru i kościoła Karmelitów – Convento do Carmo – to jedno z najbardziej niesamowitych miejsc w Lizbonie. Podczas trzęsienia ziemi w 1755 roku kompleks doświadczył wielu zniszczeń (przede wszystkim zawalił się dach). Zdecydowano się jednak odbudować tylko niektóre budynki należące do klasztoru. Efekt jest piorunujący!

klasztor-karmelitow

klasztor-karmelitow-w-lizbonie

Złap pociąg do Cascais

Pół godziny jazdy podmiejską koleją dzieli Lizbonę od Cascais, eleganckiego nadmorskiego kurortu. Już sama podróż pociągiem stanowi atrakcję, bo z każdym przebytym kilometrem widzimy, jak Tag coraz bardziej otwiera się na ocean, aż w końcu zupełnie w nim znika.
Miejscowość kryje kilka turystycznych rarytasów, między innymi klimatyczne, wąskie ulice, targ rybny, parki, marinę i ładne, piaszczyste plaże. Zachęcam przejść się do Boca do Inferno (Gęby Piekieł). To głęboka studnia i tunel wydrążone w linii brzegowej przez fale. Jest bardzo wysoko i wyjątkowo głośno. Ocean ma moc.

cascais-lizbona

cascais

geba-piekiel-inferno-cascais

Wypocznij na plaży Carcavelos

Jeśli zdecydowałeś się wybrać do Cascais, powinieneś udać się również na plażę Carcavelos (to blisko!). Jest to miejsce, które ostatecznie przekonało mnie, że Lizbona jest siostrą San Francisco. Łączą ich bowiem więzy czerwonego mostu, dramatycznej historii związanej z trzęsieniem ziemi i pożarami, a także szerokie plaże ukochane przez surferów. Carcavelos, podobnie jak Ocean Beach w SF ma jedyny w swoim rodzaju urok. Zachęcam, by wybrać się tam zimą – jest kameralnie i melancholijnie. Latem, niestety, dzikie tłumy.

plaza-carcavelos

Skosztuj Porto w Brazileirze

Porto najlepiej jest pić w Porto, o ile w ogóle lubi się porto. Sama pijam je sporadycznie, bo wolę trunki wytrawne (bardzo smakuje mi cierpkie, portugalskie vinho verde!), ale zamówienie pierwszorzędnego porto w kryształowym kieliszku w Brazileirze uważam za punkt honoru. Brasileira to miejsce z długą historią. Kiedyś był to sklep oferujący produkty z Brazylii, dziś kawiarnia o niezwykle eleganckim i oryginalnym wystroju. Zawsze jest tam tłoczno! Zawsze! Nie należy się jednak zrażać. Choć wielu turystów przychodzi tam na espresso i ciastko, ja lubię rozsiąść się na zewnątrz z moim porto i pogapić na Pessoę. Jegomość ma dużo uroku!

brazileira-w-lizbonie

Odwiedź Jacksona Pollocka

Picasso, Dali, Duchamp, Warhol, Bacon… to nie jedyni artyści, których dzieła trafiły do Museu Colecção Berardo (Muzeum kolekcji Joe Berardo), i z którymi dziś możemy się zapoznać (razem jest ich aż 900!). Znajduje się w Centrum Kultury Belem. Kiedy byłam tam ostatnio, wstęp był wolny.

Zasoby muzeum możesz sprawdzić tutaj.

Zjedz ser!

Jako miłośniczka serów wszelakich, polecam Wam serdecznie wybrać się do Graca do Vinho i Cafe Caso Serio. W obu lokalach podają pyszne przekąski, między innymi z cenionym tu serem. W pierwszym z tych miejsc uraczą Was również wybornym winem. Mogą się pochwalić naprawdę imponującą kartą z obowiązkowym, portugalskim tinto, branco i orzeźwiającym vinho verde.

Portugalia na całym świecie słynie ze swoich serów przygotowanych z mleka owczego, krowiego i koziego. Są one wytwarzane według tradycyjnych przepisów, często w rodzinnych manufakturach. Największą popularnością cieszy się Queijo de Azeitão. Jest on produkowany niedaleko Lizbony, ale można go kupić w większości sklepów. Zachęcam jednak, by skosztować go w lokalu. Sprawdza się zarówno jako przystawka, jak i deser.

Adres Graca do Vinho: Calcada da Graca 10 A/B

Adres Cafe Caso Serio: Rua da Se Cruzes 5

Idź na targ

Mercado da Ribeira to ogromna hala gastronomiczna, która od dwóch lat rozpieszcza lizbończyków i turystów. Określenie hala gastronomiczna nie jest tu jednak do końca właściwe. Mercado da Ribeira to olbrzymi targ rybny, warzywny i owocowy oraz wielka restauracja składająca się z trzydziestu miniatur tutejszych lokali serwujących zarówno tradycyjną kuchnię portugalską (za którą nie przepadam), jak i azjatycką (dziękicipanie!). Kupimy tu świeże mięso, owoce morza i ryby, słodycze z lokalnych cukierni, lody, przekąski z serem i nie tylko, kawę, herbatę, wino i nalewki, a nawet kwiaty. Można oszaleć od tego oszałamiającego zapachu!

Adres: Avenida 24 de Julho 50

mercado-ribeira

Odkryj najpiękniejsze miasteczko w tej części świata

Godzinę drogi samochodem od Lizbony leży Obidos. Prześliczne, kameralne miasteczko, położone na wzgórzu i odgrodzone od reszty świata oryginalnym, średniowiecznym murem obronnym. Tutaj małe domki pomalowane są na biało, niebiesko i żółto i obrośnięte rajskimi kwiatami. Z tą rajskością nie przesadzam ani trochę. Mieszczą się w nich sklepiki z ceramiką, alkoholem (niech żyją nalewki czekoladowe i wiśniowe w czekoladowych kubeczkach!), rękodziełem i urocze restauracje. Jest co robić, mimo że to mieścina jak dla hobbitów – taka malutka. Poza przemierzaniem tutejszych brukowanych alejek, możesz przejść murami obronnymi okalającymi miasto i podziwiać okolicę, czy fotografować przydomowe ogródki. Jest tu też czternaście kaplic i kościołów. A żeby tego było mało, w marcu odbywa się tu Festiwal Czekolady(!), który przyciąga cukierników z całego świata. Piękne, unikalne miasteczko truflami, czekoladą i giginjinhą płynące! Wisienka na moim lizbońskim torcie!

obidos

obidos

obidos

obidos

obidos

obidos

takie-kwiaty-tylko-w-obidos
Moje ulubione kwiaty rosną również w Obidos

    • Wiele z tych rzeczy zrobiliśmy, ale kilka smaczków jeszcze zostało na kolejna podróż. Jak np. wiśniowy likier, o którym nie miałam pojęcia. Za to sardynki bardzo nam smakowały – i z puszki, i smażone z patelni. :)

      • Zaliczyłam jedno podejście do sardynek. Pamiętam, że byłam taaaka głodna, a dostałam stosik super słonych rybek z ośćmi na tyle dużymi, bym nie mogła ich przełknąć, i na tyle małymi, że ich wybieranie było mordęgą. Przy takim głodzie i gmeraniu w tych rybkach żeby uszczknąć choć trochę mięsa, to były męki ;-) Dlatego, jeśli chodzi o kuchnię portugalską, wygrywają u mnie większe :-) ryby, sery i oliwki. Nic poza tym, niestety.

        Ale Lizbona to miasto do kochania! Poza kuchnią ma tyle do zaoferowania, że się w głowie nie mieści. Bardzo chcę tam wrócić, ale muszę przyznać, że zawsze mam ten podróżniczy problem: Czy lepiej jest wybrać się tam, gdzie mnie jeszcze nie było, czy tam, gdzie byłam i wiem, że jest wspaniale.

        Pozdrowień moc, Asiu!