26 lipca 2014 Ameryka

Bardzo romantyczne miejsce

Na mojej życiowej liście “to do” odhaczyłam w minioną niedzielę kolejny punkcik. Może naoglądałam się za dużo amerykańskich filmów, bo zauważyłam, że właśnie wiele rzeczy rodem z Hollywood chciałabym w tym swoim życiu zrobić. Zaliczyć jogging ulicami miasta. Złapać taksówkę w słynny nowojorski sposób. Przespacerować się wzdłuż klifów legendarnego Big Sur. Huśtać się na oponie nad przepaścią. Wypić whisky w knajpie z długim barem. Wypić whisky w knajpie z okrągłymi stolikami, gdzie na żywo noc w noc grają jazz. Wypić whisky w klubie ze striptizem…

W klubie ze striptizem!

Ktoś może pomyśleć, co w tej zachciance jest takiego specjalnego. W końcu w Polsce jak grzyby po deszczu wyrastają ostatnio kluby ze striptizem. Czy naprawdę trzeba mi było lecieć po ten cały striptiz na drugi koniec świata? Okazuje się jednak, że tak. Żadnych naganiaczek z parasolkami, osiłków w drzwiach wejściowych lokalu, disco faktora, upojonych alkoholem grupek spod szyldu wieczoru kawalerskiego i zabłąkanych, rozhisteryzowanych grupek spod szyldu wieczoru panieńskiego – czyli tego wszystkiego, z czym kojarzy mi się striptiz po polsku. Zamiast tego przystojni na zabój gospodarze witający gości w drzwiach, niewiarygodnie profesjonalne tancerki, doskonała muzyka i ta atmosfera, o którą całe życie mi chodziło, jak z amerykańskiego filmu. Jak z amerykańskiego filmu o detektywach, którzy prowadząc dochodzenie koniecznie muszą zaliczyć wizytę w klubie ze striptizem.

I nie, w żadnym razie nie był to klub super ekskluzywny. Był to, a owszem: pierwszy klub toples na świecie, miejsce kultowe, owiane legendą, ale nie super luksusowe. Co to, to nie.

Mowa o Condorze.

Wszystko zaczęło się od Dody

Najsłynniejsza artystka Condora nazywała się Carol Doda. To ona w 1964 zapoczątkowała modę na widowiska z udziałem pań gołych od pasa w górę. Z przewodników po San Francisco dowiadujemy się również, że to ona dała początek panującej przez lata silikonowej estetyce. Jej piersi były nawet nazywane przez mieszkańców „Nowymi Twin Peaks” (to bliźniacze wzgórza, które są tak wysokie, że separują większą część miasta od mgły znad Pacyfiku). Dziś portrety słynnej tancerki i jej koleżanek zdobią ściany Condora, dowodząc sentymentalizmu jego właścicieli.

(Choć akurat o tym, że gospodarze są ludźmi na wskroś sentymentalnymi, świadczy przede wszystkim fakt, że postanowili zachować fortepian…)

Jednym z popisowych numerów Carol był lot na fortepianie. Niczym boska Dita von Teese w gigantycznym kieliszku wypełnionym martni, Carol Doda pojawiała się na scenie wspaniale rozłożona na opuszczanym na linach białym fortepianie. Ze sceny schodziła w równie spektakularny sposób: mościła się na fortepianie, który był wciągany na górę, i tam znikała w niewielkim otworze w suficie. Czary!

Pewnej nocy roku 1983, już po zamknięciu lokalu, menadżer wraz ze swoją dziewczyną (która była również tancerką) oddali się śmiałym amorom na tymże fortepianie. Nieszczęśliwie jednak jedno z nich uruchomiło mechanizm wciągający instrument na górę. Menadżer, który akurat znajdował się „na górze” został zmiażdżony, tancerka zaś czekała na ratunek do rana następnego dnia. Leżąc pod swoim martwym kochankiem, dodajmy. Naga.

Przewodniki określają to zdarzenie mianem: “Bizarre accidental death”. Bizarre, no raczej!

Playlista Condora

Aerosmith ”Dream on”

Próg Condora przekroczyliśmy wczesnym wieczorem, kiedy na ulicach było jeszcze jasno. Weszliśmy od razu do sali ze sceną, na której występowała właśnie jedna z tancerek. Pod samą sceną siedziała para co chwilę rzucająca w jej kierunku zwitki banknotów, które w locie otwierały się przypominając confetti. Pomyślałam, że fajnie byłoby tak rzucić forsą, ale znając swoje manualne ograniczenia, zapewne trafiłabym artystkę takim zwitkiem prosto między oczy.

Do stolika zaprowadziła nas sympatyczna kelnerka. Stolik był oczywiście okrągły, tak jak to sobie zawsze wyobrażałam, kiedy widziałam siebie w amerykańskim lokalu, gdzie dochodzi do jakichś obyczajowych skandalików. Po chwili dotarło do nas, że oprócz pary siedzącej tuż przy scenie, jesteśmy jedynymi gośćmi. Reszta to były tancerki, które tworzyły sobie wzajemnie sztuczny tłumek, żeby akurat ta, która występuje nie miała poczucia, ze tańczy dla pustej sali. Bardzo sympatycznie. Zwłaszcza, że wzajemnie obrzucały się swoimi napiwkami.

Gości przybywało z każdą minutą, tak, że kiedy wychodziliśmy, lokal był niemal całkowicie wypełniony ludźmi.

Sisters of Mercy „Never Land”

Dziewczyny tańczą do dwóch wybranych przez siebie piosenek, następnie się zmieniają. Podoba mi się to, bo z początku miałam wrażenie, że dzięki temu okazywaniu gustu muzycznego są mniej anonimowe. Jak się później okazało, tancerki łatwo nawiązują rozmowę z gośćmi i chętnie opowiadają o sobie, z założenia nie mają więc być tajemnicze i niedostępne. W tym miejscu chciałabym im to przyznać, że ze wszystkich odbytych w San Francisco „small talków”, to właśnie krótkie pogawędki z dziewczynami z Condora okazały się najprzyjemniejsze.

Kiedy na scenie pojawiła się kolejna tancerka, z głośników popłynął jeden z moich ulubionych utworów Sisters Of Mercy: “Never Land”. Niemal poderwałam się z krzesła, bo oto w dniu, w którym moi znajomi bawią się na Castle Party, ja mam swój mały Bolków w North Beach w stanie Kalifornia. Bogowie, jak to zostało odtańczone! Z niewiarygodnym powabem, płynnością i harmonią ruchów, niezmiernie powoli i z rozmysłem. Estetyczne wrażenia na najwyższym poziomie! W klubie ze striptizem.

Michael Jackson “The way you make me feel”

Dużą przyjemność sprawiło mi rozpoznawanie piosenek wybieranych przez tancerki. I choć zdarzyły się pojedyncze kompozycje disco, to jednak większość utworów w pełni mnie satysfakcjonowało. Jeśli ktoś zastanawia się właśnie, czy poszłam do strip klubu żeby słuchać muzyki, to odpowiem mu, że w jakimś stopniu na pewno. DJ i tancerki uraczyli mnie między innymi Sisters of Mercy, Nickiem Cavem, Aerosmith i Dropkick Murphys. Niewiele więcej potrzebowałam do szczęścia.

A jednak chwilami czułam się tam nieswojo, mimo że atmosfera tam panująca należała do wyjątkowo miłych. Odniosłam wrażenie, że panują tam zwyczaje, jakie nie panują w żadnym innym miejscu i nie chciałam popełnić jakiegoś nietaktu. Bardzo skomplikowaną kwestią wydało mi się, na przykład, wręczanie napiwków tancerkom. Zastanawiałam się również, jaki obrót przybierają sprawy, kiedy do lokalu zawita para, nie mężczyzna w pojedynkę, czy w towarzystwie innego mężczyzny. Jeśli i Wy się zastanawiacie, to powiem Wam, że uwaga artystek, jak i obsługi skupia się przede wszystkim na żeńskiej połowie. Czy dobrze się bawię? Skąd jestem? Co mnie tu sprowadza? Mężczyzna może co najwyżej usłyszeć skierowane do niego bezpośrednio: „Pomyśl, czy nie powinieneś zamówić prywatnego tańca dla swojej dziewczyny”.

Nick Cave “O Children”

W Condorze dziewczyny nie miziają się do muzyki, nie snują się po scenie zdejmując kolejne ubrania, tylko dają najlepszy na jaki je stać popis swoich umiejętności. Niewiarygodnie ucieszył mnie ten festiwal wygimnastykowanych ciał, naturalnego piękna i poezji ruchu! Cholera, wirując pod sufitem wyglądały jak ptaki, motyle – długowłose i eteryczne. Drobne, nienachalne erotyczne gesty były w ich wykonaniu zaledwie żarcikiem jakimś, akcentem.

Obserwuję od dłuższego czasu zmiany w postrzeganiu pole dance i bardzo mnie to cieszy. Oto dowiaduję się, że ukraiński „Mam Talent” wygrała jakaś pole maestra, a w Polsce powstają kolejne szkoły tańca na rurze, gdzie można dać swojemu ciału nie lada wycisk i jeszcze nauczyć się tańczyć i zgrabnie poruszać. Gdybym tylko miała więcej czasu, z pewnością sama zapisałabym się do takiej, bo naprawdę zamarzyła mi się taka zdolność wirowania w górę i w dół, swobodnego spadania spod sufitu i udawania flagi wciąganej na maszt (to trzymanie się rury rękoma równolegle do podłoża i prostopadle do rury musi mieć jakąś nazwę!).

A jak wygląda taniec do “O Children” ? Jest wręcz liryczny.

Dropkick Murphys „The State Of Massachusetts”

Blondynka zeszła ze sceny i podeszła do nas żeby się przywitać.

„Jesteście z Polski? Wspaniale! Moi dziadkowie są Polakami! Dobrze znacie miasto? Dobrze znacie North Beach? Wiecie, że to wyjątkowa dzielnica? Literacka i inspirująca! Byliście w Muzeum Bitników? Mają tam ten samochód, który wykorzystali w filmie „W Drodze”! Genialny! Kristen Stewart, która zagrała Marylou odwiedziła raz Condora. A czy widzieliście TEN fortepian? Jest w sali obok, no musicie pójść zobaczyć, zdjęcie zrobić, śmieszna historia…”

Kiedy już po wyjściu, wróciliśmy tam po torbę, o której w swym oszołomieniu zupełnie zapomnieliśmy, a ochroniarz chciał nas ponownie wylegitymować, podbiegła do nas i powiedziała: „Wpuść ich. Oni są z Polski.” Po czym wbiegła na scenę i zatańczyła do „The State Of Massachusetts” Dropkick Murphys.

The Black Angels “Young man dead”

– Wejdziemy na burito? – spytałam w drodze powrotnej do domu.
– Nie mamy pieniędzy. Wszystkie oddałaś Sophii.

Rzeczywiście.
Sophia jest chyba najstarszą tancerką w Condorze, ale bez wątpienia najbardziej utalentowaną i powabną. Bez problemu mogę ją sobie wyobrazić zarówno w roli nauczycielki pole dance, jak i bohaterki powieści, w której czytamy o losach kobiet wyjątkowych, pięknych i mądrych. Sophia całkiem nieźle zna się też na literaturze, co dała mi do zrozumienia przywołując nazwiska moich ulubionych literatów. Chwilkę wcześniej zeszła ze sceny, narzuciła na siebie to, co zgubiła podczas występu i tak przyklęknęła przy nas uśmiechając się słodko. Po chwili rozmowy jak z rękawa posypały się nazwiska: Capote, Millera i Sylvii Plath. Kiedy jakiś czas później w lokalu pojawił się jej chłopak, przeprosiła i pobiegła go przywitać, przemierzając całą salę śmiejąc się i wypowiadając jego imię, ostatecznie rzucając mu się na szyję i zawieszając na niej jak koala. Jegomość był olbrzymem, podrzucał ją do góry jakby nic nie ważyła i całował po nosie. To było bardzo romantyczne.

Condor to w ogóle bardzo romantyczne miejsce. Nie bez powodu dziewczyna z kolażu ma na głowie kwietny wianek.

Instrukcja wręczania napiwków (zamiast zakończenia)

1. Zajmij miejsce przy scenie i trzymaj pieniądze w ręce, na widoku. Tancerka podejdzie i da Ci do zrozumienia, że możesz wsunąć je za rąbek majtek, czy miseczkę stanika.

2. Tancerka może też podejść, przyjąć pozę jak z obrazu, co może oznaczać, że możesz spróbować wykonać ten numer z confetti.

3. Jeśli jesteś taką niezdarą jak ja, nie próbuj numeru z confetti.

4. Jeśli jesteś taką niezdarą jak ja, po prostu połóż pieniądze na scenie. Zabierze je, kiedy będzie z niej schodzić.

5. Możesz również, wzorem niektórych dżentelmenów zajmujących miejsca przy scenie, zbudować z banknotów wieżę, albo złożyć z dolarów kwiaty i łabędzie.

6. Jeśli po występie podejdzie do Ciebie żeby się przywitać, nie dawaj jej pieniędzy. To niegrzeczne. Możesz za to zaproponować, żeby się przysiadła i zamówić jej drinka.

Uwaga! Słyszałam, że w polskich klubach, tancerki otwarcie domagają się drinków, tutaj nie ma takiego zwyczaju. Czekają na inicjatywę gości.

7. Proponowane przez tancerki performensy indywidualne mają ustaloną z góry cenę. Przeważnie wysoką. Nie oznacza to, że masz zapomnieć o napiwkach w międzyczasie.

8. Oklaskuj ile masz sił w rękach. W międzyczasie i na koniec.

    • Asia | Byłem tu. Tony Halik.

      Ekstra. Sama chyba bym nie wpadla, zeby sprawdzic na zywo ten element ich popkultury :P
      Pozdr, Asia z btth.pl

    • Gudi

      To, co opisałaś jako flagę wciąganą na maszt nazywa się właśnie „flaga” i ma nawet kilka odmian.

      Pozdrawiam Cię serdecznie,
      Gudi :)