praga
21 września 2016 Europa

Jest dzień, a ty jesteś w Pradze

Miałam szczęście mieć literackiego mentora. Nauczyciela, który przez kilka lat czytał wszystkie moje teksty i godzinami wytykał błędy, z których potem razem się śmialiśmy. Poetę, któremu podobała się moja bezpruderyjność i to, jak opisuję rzeczywistość i który wierzył, że „coś ze mnie kiedyś będzie”. Prywatnego profesora słowa, którego wiersze znajdują się dziś w podręcznikach do języka polskiego i który zabierał mnie na rozmaite wydarzenia literackie i pytał potem, czy aby na pewno chcę mieć z tym środowiskiem cokolwiek wspólnego (uparcie twierdziłam, że tak, czego nie mógł zrozumieć). Oprócz niesamowitych książek, które mi przez te lata podarował, oddał mi coś naprawdę cennego – miłość do języka czeskiego. Zaczęłam się go uczyć na nasz – opracowany przeze mnie i jego – sposób. Czytałam jego wiersze publikowane w obu językach i zapamiętywałam: pláč, milovat se, touha
To historia, która zasługuje na coś więcej niż wstęp do kolejnego tekstu o Pradze. Wydała mi się jednak doskonałym początkiem opowieści o literackiej stolicy Czech. Musicie bowiem wiedzieć, że dla mnie Praga, oprócz tego że obyczajowo wybujała, jest przede wszystkim literacka i już na zawsze powiązana z najlepszym nauczycielem, jakiego kiedykolwiek miałam.

praga-rynek
praga
praga
praga
praga-dali
praga

„Nieznośna lekkość bytu” czyli ścieżki Teresy

Jest cała masa książek, które zyskały miano moich ulubionych, jest jednak wśród nich ta jedna jedyna, najulubieńsza. To „Nieznośna lekkość bytu” Milana Kundery. Nie pamiętam ile razy przeczytana (zarówno w całości, jak i we fragmentach), cała pokreślona ołówkiem, wspaniała za każdym razem, jeśli nie coraz wspanialsza. Powiedziałabym nawet, że jej lektura jest jak wino, a ponieważ jesteśmy dziś w Czechach, to dodam, że wyśmienite, czerwone „Ludmila”.
W tym roku w drodze do Pragi przeczytałam swoją ulubioną powieść kolejny raz – skrupulatnie wyszukując wzmianki o praskich lokacjach. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że Kundera rzadko wspomina miejsca w Czechach (gdybym wybierała się do Zurychu, gdzie odbywa się część akcji, miałabym chyba większe pole do popisu). Z kolei, kiedy już o jakichś pisze, są to za każdym razem lokacje związane z Teresą, kobietą, która dopiero niedawno przestała mnie irytować, a którą zaczęłam rozumieć i chyba nawet odrobinę lubić (więcej sympatii miałam zawsze do Sabiny). Po namyśle stwierdziłam jednak, że nie ma w tym niczego dziwnego – kto, jak nie Teresa właśnie, najpiękniej wpisuje się w samotne wędrówki ulicami miasta. W tym „odkryciu” dostrzegłam oczywiście troszkę samej siebie, wałęsającej się po zamglonym San Francisco dzień w dzień, w pojedynkę…
A zatem, które miejsca cudownej Pragi należeć już zawsze będą do Teresy, kobiety ratującej wrony, jednocześnie niezwykle silnej i niewiarygodnie kruchej, miłośniczki Tołstoja?

Teresie śni się wzgórze Petrzyn. To oaza spokoju porośnięta drzewami, gdzie każdego dnia prażanie odnajdują święty spokój i ciszę. I choć w tym roku odwiedziłam Pragę w sierpniu, o tyle najserdeczniej polecam Wam przybyć tu w maju, kiedy właśnie na Petrzynie kwitną czereśniowe sady.
Na szczyt wzgórza, gdzie znajduje się petrzyńska wieża widokowa (młodsza siostra paryskiej wieży Eiffla, wysoka na 60 metrów), prowadzi aż 299 schodów. Przyznaję, jest to prawdziwe wyzwanie, zwłaszcza latem. Na całe szczęście, istnieje alternatywa, czyli kolejka linowa.

Petrzyn, zielona góra stercząca w środku Pragi, „uświadomiła sobie ze zdziwieniem, że nie ma tam ludzi. Było to dziwne, zazwyczaj spacerowały tam tłumy prażan. Czuła w sercu lęk, ale góra była tak cicha, a cisza tak kojąca, że pozwoliła ją sobą zawładnąć. Szła pod górę, chwilami zatrzymywała się i oglądała: widziała za sobą wieże i mosty, święci wygrażali pięściami i wlepiali w chmury kamienne spojrzenia. Było to najpiękniejsze miasto świata. Doszła na górę. Za kioskami z lodami, pocztówkami i herbatnikami (nie było w nich żadnego sprzedawcy) słał się rozległy trawnik z rzadka usiany drzewami.”

Wełtawa, najdłuższa rzeka Czech, dzieli Pragę na dwie części i jest dobrym przykładem „odwrócenia się miasta w kierunku rzeki”. Liczne trasy spacerowe, piękne widoki, kawiarnie, wypożyczalnie sprzętu wodnego, zakątki z ławeczkami – to wszystko i wiele więcej zastaniemy decydując się na spacer wzdłuż jej brzegów.

„Wełtawa przepłynęła już prawie przez miasto, miała za sobą sławę Hradczan i kościołów, była jak aktorka po przedstawieniu, zmęczona i zamyślona. Płynęła między brudnymi brzegami obramowanymi płotami i murami, za którymi stały fabryki i opuszczone boiska. Długo już patrzyła w wodę, która wydawała jej się coraz smutniejsza i ciemniejsza, kiedy nagle zobaczyła pośrodku rzeki jakiś przedmiot, czerwony przedmiot. Tak, to była ławka. Drewniana ławka ogrodowa na metalowych nogach, ławka, jakich pełno w praskim parkach. Płynęła powoli środkiem Wełtawy. Za nią następna ławka. I następna, i następna i dopiero teraz widzi, że z miasta odpływają wodą ławki z praskich parków, jest ich dużo, coraz więcej, płyną po wodzie jak jesienne liście, które woda niesie z lasów, czerwone, żółte, niebieskie.”

weltawa
praga-weltawa

Wyspa Słowiańska Žofín jest moją ulubioną praską wyspą. To tutaj wypożyczysz rowery wodne i łódki, spędzisz cudowne, piknikowe przedpołudnie, odnajdziesz malowniczy pałac i najdogodniejszy punkt do sfotografowania słynnego Tańczącego Domu (swoją nazwę zawdzięcza dwóm wieżom, które przypominają tancerzy; Ginger jest szklana, a Fred kamienny). Ciekawa rzecz, że właśnie z tym miejscem wiąże się jeden z moich ulubionych fragmentów powieści, ten o kobietach uzbrojonych w parasole (kawałeczek w poniższym cytacie).

„Bała się usnąć, bo chciała o dziesiątej pójść do sauny drewnianej pływalni na wyspie Žofín. Chętnych było wielu, miejsc mało i można tam się było dostać tylko przez protekcję (…). Szła na piechotę. Nienawidziła wiecznie przepełnionych tramwajów, gdzie ludzie pełni nienawiści przytulali się do siebie, deptali sobie po nogach, obrywali sobie guziki u płaszczy i miotali przekleństwa.
Mżyło. Przechodnie spiesząc się otwierali nad głowami parasole i od razu na chodnikach powstał tłok. Pręty parasoli zakleszczały się o siebie. Mężczyźni byli uprzejmi i kiedy mijali Teresę, podnosili parasol wysoko nad głowę, żeby mogła pod nim przejść. Ale kobiety nie ustępowały. Mierzyły się twardym wzrokiem i każda czekała, aż ta druga okaże się słabsza i ustąpi. Spotkanie dwóch parasoli było pojedynkiem sił. Teresa z początku ustępowała, ale kiedy zobaczyła, że żadna nie rewanżuje jej uprzejmości, zaczęła mocno zwierać parasol, tak samo jak tamte.”

praga-zofin
praga-zofin
zofin-tanczacy-dom

A skoro już przy wyspach jesteśmy, nie mogę nie wspomnieć o pozostałych, przede wszystkim o Kampie i Wyspie Strzeleckiej. Spacerując po pierwszej z nich natkniecie się na liczne kawiarnie i restauracje oraz galerię sztuki współczesnej. To jednak przede wszystkim rozległy park kryjący wiele romantycznych zaułków.
Na Wyspę Strzelecką szczególnie polecam udać się porą wieczorną, kiedy to widoczny z niej Teatr Narodowy oświetla pomarańczowy blask zachodzącego słońca. Ostrzegam, romantyczna atmosfera udziela się wszystkim.

Kawa i papierosy

Powszechne przyzwolenie na palenie papierosów w miejscach publicznych jest jedyną wadą tego cudownego kraju. Za każdym razem, gdy w restauracji, czy kawiarni pytałam o części dla niepalących, wskazywano mi gorzej wyglądające i mniejsze sale, czasem nawet mieszczące się w piwnicach. Nic to, niezadowolenie wyciszałam sobie pełnym wyrozumiałości „Czesi przecież mają wszystko w głębokim poważaniu, co jest jedną z ich największych zalet”. W dodatku, mimo mojej niechęci do papierosów, dostrzegam w nich od zawsze pewną „malarskość”. Towarzystwo palące tytoń pochylone nad kawą i gazetami codziennymi, z którym stykałam się we wszystkich trzech literackich kawiarniach, roztaczało wokół siebie jedyny w swoim rodzaju czar. Przed oczami stanęła mi kawiarnia w budynku wydawnictwa Czytelnik w latach 70. (a właściwie to, jak ją sobie wyobrażam w tamtym czasie).
Wycieczkę śladami literackich kawiarni rozpoczynamy w Cafe Orient mieszczącej się w niesamowitym domu Pod Czarną Madonną. Zaprojektowany przez słynnego czeskiego architekta Josefa Gocara, kryje w sobie stylową, kubistyczną kawiarnię z żyrandolami słynnymi na cały świat (turyści czasem zaglądają tu tylko po to, by zrobić im zdjęcie) i sklep z wyrobami projektantów, którzy inspirowali się tym właśnie stylem.
Serwowana tu kawa jest wyjątkowo smaczna, a obsługa – cudowna. Programista – dziś na potrzeby tekstu nazwany Ma Lasko, co po czesku oznacza: Moja Miłość, wyraził nawet opinię, że tutejsi kelnerzy są jak duchy. W istocie, warto im się przyjrzeć – dojrzali, przystojni mężczyźni, z rzadka się uśmiechają, są niewiarygodnie kulturalni i sprawnie obsługują gości. W dodatku trudno ich dostrzec. Menu, kawa, desery, rachunek – pojawiają się przed tobą ot tak, nawet nie wiesz kiedy. Obsługa kelnerska najwyższych lotów, w Polsce tak rzadko spotykana.
Adres: Ovocný trh 19

praga-cafe-orient
praga-cafe-orient
praga-cafe-orient
praga-cafe-orient

Kolejny przystanek na trasie to Cafe Louvre, ulubiona kawiarnia Franza Kafki i Alberta Einsteina. Ogromna, stylowo urządzona, jasna, oprócz dobrej kawy, oferuje bardzo dobre dania obiadowe w rozsądnych cenach.
Adres: Národní 22

praga-louvre
praga-louvre

Wycieczkę kończymy w Cafe Slavia, gdzie jak głoszą legendy, lubią stołować się gwiazdy czeskiego srebrnego ekranu, ale gdzie bywali też Milan Kundera i Bohumil Hrabal (choć akurat jego nazwisko pojawia się częściej w kontekście tutejszych barów). Mnie szczególnie uwiodły olbrzymie okna z widokiem na ruchliwe skrzyżowanie, most Legii i Teatr Narodowy, a także muzyka na żywo (fortepian!). Kawa? Pyszna! Ale jeszcze pyszniejsze są naleśniki z sokiem cytrynowym.
Adres: Smetanovo nábř. 1012/2

Dzień dobry i dobranoc, czyli śniadanie i kolacja (oraz jeszcze kilka rzeczy)

Tekst miał dotyczyć Pragi literackiej, ale nie mogę się oprzeć i nie zdradzić Wam, gdzie najlepiej rozpocząć i zakończyć dzień w tym wspaniałym mieście. Dlatego potraktujcie tę część jako wisienkę na moim czeskim torcie.
Dzień dobry. Jeśli śniadanie to tylko w Hotelu U Prince i wcale nie ze względu na menu, a z powodu widoku, który rozpościera się z tarasu. Otrzymujemy sposobność wypicia porannej kawy z możliwością podziwiania z góry Rynku Starego Miasta i jego okolicy. Naprawdę warto! (Wielki plus za najlepsze tiramisu na świecie!). Adres: Staroměstské nám. 460/29

praga-u-prince
praga-u-prince

Po śniadaniu warto udać się na spacer. Polecam niesamowite Ogrody Wallensteina, z jakichś przyczyn wolne od tłumów turystów. Moim zdaniem prawdziwa perełka! Warto przyjść żeby zaprzyjaźnić się z przepięknym pawiem albinosem, przespacerować wzdłuż żywopłotów, pogłaskać ryby (tak tak!) i zobaczyć niesamowitą sztuczną grotę umajoną imitacją skalnych nacieków. Przede wszystkim znajduje się tam piękny Pałac Wallenstainów, który jest pierwszym barokowym pałacem w Pradze. Wstęp na teren ogrodów jest bezpłatny, ale uwaga: łatwo je przegapić – wejście od Letenská.

praga-ogrody-wellensteina
praga-ogrody-wellensteina
praga-paw-albinos
praga-ogrody-wellensteina

Dobranoc. Na kolację zapraszam do francuskiej Chez Marcel. Wspaniała kuchnia, miejsce autentyczne i nieskończenie romantyczne! Przepyszne wino i oliwki, doskonała wołowina i idealnie przyrządzony królik. Przyznaję, że kuchnia francuska nie jest dla każdego, ale jeśli do dziś nie miałeś okazji się z nią zapoznać, rekomenduję Chez Marcel na twój pierwszy raz. Adres: Haštalská 751/12
Polecam serdecznie spędzić późny wieczór spacerując Vaclavske Namesti. Nie bez powodu nazywane są Polami Elizejskimi Europy Środkowej. To tutaj mieści się Hotel Ambassador Zlata Husa, gdzie Andersen napisał „Księżniczkę na ziarnku grochu”. Ponadto kawiarnie, sklepy i kluby – wszystko oświetlone niczym bulwary w Las Vegas. Jest kolorowo, żywiołowo i z czasem sam już nie wiesz, czy to Praga, Berlin, czy Paryż. No i nocne lokale, których nie możesz przegapić! Pisałam o nich tutaj.

praga-wieczorem

Inne miejsca, które warto poznać:
Sklep z kaszmirem – „mokry sen” wielbicielek jednego z najprzyjemniejszych materiałów na świecie. Miejsce skromne, ale doskonale zaopatrzone – kaszmirowe swetry, szale, czapki we wszystkich kolorach tęczy! Czegoś takiego jeszcze nie widziałam! Adres: Maiselova 5
Erotic City – sex shopowa sieć, ale warto zajrzeć. Dużo zabawek! Bardzo dużo zabawek! Asortyment w dużej mierze związany z BDSM (ostrzej niż w Polsce, łagodniej w porównaniu do Węgier). Obsługa sympatyczna i kompetentna, choć lejków dla kobiet do sikania na stojąco nie znali ;-) Adresów nie podaję, bo sklepów jest kilka.
Muzeum maszyn erotycznych – mydło i powidło poświęcone harcom, gołym okiem widać, że zrobione pod turystów, ale i tak polecam. Piękne „libertyńskie” lalki – cudowna alternatywa dla popularnych praskich marionetek, wyjątkowe dioramy (do których, jak wiecie, mam ogromną słabość), kilka eksponatów naprawdę pobudzających wyobraźnię i kino, w którym goście zapoznać się mogą z przedwojennymi produkcjami porno (urocze!). Adres: Melantrichova 476/18
    • Świetny post, naprawdę fajnie się go czytało! Kolejny raz czytam o Pradze i kolejny raz myślę, że tak naprawdę nie znam tego miasta! Niby byłam w Pradze dwa razy, ale były to tylko jednodniowe wycieczki. Mam postanowienie, że w przyszłym roku wybiorę się do Pragi na kilka dni, żeby wreszcie odkryć to miasto tak na porządnie :)

      • Praga jest warta powrotów :-)
        Dzięki za dobre słowo! Pozdrowień moc!