krakow_ulubione_miejsca
10 grudnia 2015 Polska

Krakowskie retrospekcje, czyli moja lista ulubionych miejsc

Mija właśnie rok od mojego ostatniego pobytu w Krakowie. To był wspaniały, niezapomniany miesiąc, który upłynął mi przede wszystkim na pisaniu i wielogodzinnych spacerach krakowskimi ulicami. Ubiegłoroczna jesień niemożliwie mnie rozpieściła.

Dziś, kiedy myślę o Krakowie, przypominają mi się przede wszystkim tamtejsze młode kobiety, które kojarzyły mi się z paryżankami. Wiele z nich wyglądało bardzo ładnie w minimalistycznym makijażu, klasycznych sukienkach i pantoflach. Zdaniem Programisty niczym nie zachwycam się tak wylewnie i entuzjastycznie, jak innymi kobietami, a zatem w Krakowie miałam prawdziwe używanie! Zresztą moje zdanie na temat elegancji tamtejszych kobiet, potwierdzają moi znajomi. Po miesięcznym pobycie w mieście tak schludnie wystylizowanych dam, czekał mnie mały szok w dniu powrotu do Poznania. W Wielkopolsce styl kobiet jest bardziej „donośny”, żeby nie powiedzieć: hałaśliwy.

Kiedy myślę “Kraków”, przed oczami stają mi także kilometry zielonych alei, zakręcona Wisła (a nad nią balon), wybrukowane ulice, po których wcale wygodnie chodzi się w obcasach i niedrogie (i smaczne!) jedzenie w restauracjach. Przypominają mi się galerie sztuki (i wystawa Beksińskiego w Nowej Hucie), antykwariaty, herbaciarnie i sklepy z kreacjami vintage. I murale, absolutnie zachwycające, czające się niemal za każdym rogiem (pisałam o nich tutaj, przy okazji wspominania cudownego spaceru z Ryfką). Ku mojemu zaskoczeniu Kraków nie pachnie kulkami na mole, tylko niszowymi perfumami, a tutejszy styl to nie bursztynowe medaliony (w przypadku starszych dam), czy wełniane szaliki i sztruksowe pantalony (w przypadku młodych dżentelmenów), jak się spodziewałam, a kolorowe, wełniane swetry i kapelusze.
Chcę tam wrócić. Mimo, że od zanieczyszczonego powietrza ciągle bolało mnie gardło.

Podczas moich wielogodzinnych, często samotnych wędrówek ulicami tego miasta, udało mi się odszukać miejsca niezwykłe i wyjątkowe. Uwaga, dzielę się moimi odkryciami.

Galeria sztuki Raven

Nie czuję się komfortowo zachodząc samotnie do nieznanych miejsc, w których panuje intymna atmosfera. Krępuje mnie moje wyeksponowanie, zwłaszcza kiedy jestem jedynym gościem. Dlatego też prawie w ogóle nie przestępuję progów maleńkich luksusowych butików, wyjątki robiąc tylko dla kameralnych galerii sztuki. W przypadku tych ostatnich jeszcze się nie zdarzyło, żeby wyjście ze strefy komfortu mi się nie opłaciło. Wygrywam zazwyczaj pełną uwagę gospodarza, jego życzliwość i nieprzeliczone estetyczne odkrycia. W przypadku galerii Raven nie było inaczej.

Galerię przy ul. Brzozowej 7 prowadzi Zofia Kruk. Od ilości prac “uginają się ściany”, a właścicielka z przepięknym uśmiechem potrafi rozprawiać o swoich skarbach i promowanych przez siebie artystach. Znalazłam obraz dla siebie. Jego roboczy tytuł to “Cytrynka”.

Adres: ul. Brzozowa 7; strona internetowa

galeria raven

galeria raven

Piekarnia mojego taty

Nie trafiłabym tu, gdyby nie Kasia z Travelicious, której lista ulubionych krakowskich miejsc okazała się bardzo przydatna. Piekarni Mojego Taty nie mogło zabraknąć również w moim zestawieniu, a to dlatego, że chleb stamtąd zabiera w kosmos, a drożdżówki – na tamten świat. Taki odjazd! Taki smak i zapach! Zachwycił się również Programista we własnej osobie, a on pieczywu poprzeczkę stawia bardzo wysoko. Jego rodzice prowadzą piekarnię, więc nie ma wyjścia i musi znać się na rzeczy. Chleb zawsze dokładnie maca i wącha, taki z niego specjalista.

Adres: ul. Karmelicka 68a

Butik Vintage Classics

Dzięki mojej mamie, z wykształcenia krawcowej, dorastałam w przeświadczeniu, że vintage jest najlepszy. Oczywiście trzydzieści lat temu nikt w Polsce o wintydżu nie słyszał, ale słabość do „starego” była w mojej rodzinie zawsze bardzo silna. Dzięki temu wytworne sukienki mojej prababci ocalały do dziś, a ja dumnie w nich paraduję. Szczególnie lubię tę z grubego czarnego jedwabiu w fioletowe kwiaty, która wygląda ni to jak kimono, ni to jak płaszcz. Zawsze z dumą mówię, że to po prababci Joannie, po której miałam szczęście odziedziczyć sylwetkę. Upór, z jakim moja mama tłumaczyła mi czym jest dobry gust, wydaje mi się dziś imponujący. Pokazywała mi stare garnitury i tłumaczyła: „Patrz, jak to jest odszyte! Dotknij, jaki to materiał!”, a ja w podziękowaniu za te lekcje prosiłam ją o przerobienie lateksowych spodni na spódniczkę. Szyła z obrzydzeniem.

Jej wysiłki nie poszły jednak na marne. Dziś staram się wybierać ubrania dobrej jakości i o wyjątkowym kroju, często odnajdując je właśnie w sklepach vintage. W wielu miastach mam swoje ulubione lokale. W San Francisco jest to Decades of Fashion, w Poznaniu NooNah, a w Krakowie Vintage Classics.

Na Kazimierzu roi się od sklepików z kreacjami vintage, ale ten jeden zasługuje na szczególne wyróżnienie. Przepiękne sukienki, przebogaty wybór nakryć głowy i przecudowna biżuteria, dla której można dać się pokroić. Magia.

Adres: ul. Józefa 11; strona internetowa

vintage store krakow

butik vintage classic

butik vintage classic

Dynia Resto Bar

Poranki to moja ulubiona pora dnia. Codziennie wstaję o 5.30, niezależnie od pory roku. Cztery godziny, które mam wtedy tylko dla siebie poświęcam na fiokowanie się, lekturę magazynów informacyjnych i pudelków, planowanie dnia, parzenie herbaty i przygotowanie śniadania, a ostatnio także spacer z psem. Mam swoje ulubione albumy muzyczne na rano, które słucham na zmianę z Programem 2 Polskiego Radia. Rano wszystko musi przebiegać zgodnie z planem i na spokojnie. Jakiekolwiek odstępstwo od normy, cokolwiek nieprzewidzianego może zrujnować mi cały dzień. Poranki są bardzo ważne. Najważniejsze.

Kiedy jestem w podróży, szukam idealnych śniadaniowych miejsc, które tymczasowo zastąpią mi dom. A idealne to znaczy jakie? Po pierwsze przestronne i maksymalnie nasłonecznione. Po drugie z dobrą kawą. Po trzecie z ładnym widokiem. Po czwarte blisko hostelu, w którym akurat mieszkam. Miałam szczęście znaleźć takie miejsce w Krakowie. To Dynia. Ma rewelacyjne menu śniadaniowe, przyjemny wystrój i zachwycający ogródek. Kawa też całkiem całkiem. 
No i niedaleko stąd do tutejszego Let Me Out (polecam!).

Adres: ul. Krupnicza 20; strona internetowa

dynia_krakow

dynia_krakow

Lulua Perfumeria

Ta niszowa perfumeria na Kazimierzu to miejsce nie z tego świata. Zapachy, których można tu doświadczyć nie dają o sobie zapomnieć. Są mocne i charakterystyczne. To właśnie tu odkryto przede mną piękno perfum różanych. Od tamtej pory nie chcę już inaczej pachnieć. Ostrzegam jednak, Lulua radykalnie zmienia podejście do popularnych perfum. Givenchy, Hermesy i Chanele mogą przestać Ci wystarczać. Wchodzisz na własne ryzyko.

Adres: ul. Józefa 22; strona internetowa

Galerie d’Art Naif

Jedną z moich największych pasji była swego czasu sztuka zwana naiwną (odwołanie do słynnej książki Aleksandra Jackowskiego o takim właśnie tytule). Pamiątkami po tej kilkuletniej podróży śladami art brut są: jeden “nikifor”, który obecnie uświetnia salon moich rodziców, rozdział w naukowej publikacji na temat polskich “naiwnych” i stos katalogów z wystaw, które miały miejsce w poznańskiej galerii “Tak”.
Krakowska Galerie d’Art Naif jest prowadzona przez jednego z największych znawców i kolekcjonerów dzieł art brut w Polsce, Leszka Macaka. Warto tutaj przyjść.

Adres: ul. Józefa 11; strona internetowa

d'art naif krakow

d'art naif

d'art naif krakow

Coffee Cargo

Pamiętam, jak dziesięć lat temu większość kawiarni dokładało wszelkich starań, aby wyglądać po prowansalsku, albo chociaż po antykwariacku. Dla dopełnienia wizerunku nazywały się najczęściej werandami, gołębnikami, aniołami i dramatami. Dziś, być może w odpowiedzi na tamten pełen przepychu trend retro, właściciele kawiarni masowo sadzają gości na paletach albo wielkich worach (po kawie), z których nie sposób zgrabnie się podnieść. Zarówno pierwszych, jak i drugich raczej unikam, bo lubię wnętrza przestronne i wygodne krzesła wraz ze stolikami jakbógprzykazał. No i proszę, najlepsza kawa na Zabłociu, a może i w całym Krakowie podawana jest w Coffee Cargo, lokalu, który pozornie wygląda na taki, co to tylko design, industrial, minimalizm i palety. Kanapy są jednak wygodne, atmosfera jest fantastyczna, a obsługa pomocna i sympatyczna. Polecam. W Cargo miałam też mój pierwszy raz z cascarą.

Adres: ul. Przemysłowa 3; strona internetowa

cargo_krakow

cargo_krakow

Restauracja Alebriche

Podczas naszego ostatniego pobytu w San Francisco (słynącego m.in. z oryginalnej kuchni meksykańskiej) oboje z Programistą postawiliśmy za punkt honoru odnaleźć najlepszą restaurację meksykańską w naszym kraju. Testy przeprowadzamy od ponad roku i jak dotąd żaden lokal serwujący burrito nie jest w stanie zagrozić naszemu numerowi jeden: krakowskiej Alebriche. Taka właśnie jest meksykańska wołowina! Taka jest zielona salsa! Dokładnie taka jest horchata! Namawiam serdecznie polskich restauratorów, którzy mają ambicje raczyć swoich gości kuchnią meksykańską: Jeśli nie masz możliwości wybrać się do Meksyku, przyjedź do Krakowa i zobacz, jak to się robi (i nie wkładaj mi już do burrito sałaty i oliwek, nalitośćboską).

Adres: ul. Karmelicka 56; strona internetowa

MOCAK Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie

Zapewne nie odkrywam teraz przed nikim Ameryki, bo o MOCAKu słyszał już chyba każdy Polak, ale to miejsce naprawdę mnie zachwyciło. Gdybym mieszkała w Krakowie, odwiedzałabym je regularnie! Spędziliśmy tam z Programistą cały dzień, żeby pod koniec niemal padać z nóg. Wiele spośród tymczasowych wystaw zrobiło na nas wrażenie, ale obok kolekcji Muzeum też nie można przejść obojętnie. Wystarczy wspomnieć prace Stanisława Dróżdża, Oskara Dawickiego, Kateřiny Sedá, Daniela Spoerri, Laury Paweli, Juliana Opie, Teresy Murak, Natalii LL, czy Zbigniewa Libery.

Adres: ul. Lipowa 4; strona internetowa

mocak_krakow

mocak_krakow
Kateřina Sedá

mocak_krakow
Oskar Dawicki

mocak_krakow
Teresa Murak

mocak_krakow
Stanisław Dróżdż

mocak_krakow
Edward Dwurnik

Kopiec Krakusa i Liban

Dla odmiany plener. Kopiec na Podgórzu przypadł mi do gustu o wiele bardziej niż słynny Kopiec Kościuszki po drugiej stronie miasta. Leży w ładnej i melancholijnej dzielnicy, z dala od tłumów i utartych, turystycznych ścieżek. Wyborne widoki!

Nieopodal kopca znajdują się pozostałości po kamieniołomie Liban, który podczas II Wojny Światowej był obozem pracy. Miejsce przygnębiające, ale na swój sposób piękne.

liban_krakow

liban

liban

liban

liban

liban

liban

Dodatek

Przy okazji chciałabym zarekomendować inne miejsca w Krakowie. Niezawodne i przyjazne (dziwnym przypadkiem wszystkie znajdują się na Kazimierzu). To Hostel Abel – za klimatyczne pokoje i świetną lokalizację; restauracja Marchewka z Groszkiem – za wyśmienite i niedrogie jedzenie; Nova Resto Bar – za najlepszy tatar, jaki jadłam w życiu i który do dzisiaj wspominam; i na deser butik Coco – najlepiej zaopatrzony sex shop w Krakowie.
    • W takim razie przy kolejnej wizycie w Krk muszę sprawdzić Dynia Resto Bar i tę kawiarnię też :)
      Pozdrawiam! I pisz czasem coś tutaj.