ciaza-w-miescie
19 października 2016 Po czwarte

Pani w ciąży w wielkim mieście

Podobno ostatnie słowa, jakie Steve Jobs wypowiedział przed śmiercią, brzmiały: Oh wow, oh wow, oh wow… Ciekawa sprawa, bo dokładnie to samo powiedział Programista, kiedy oznajmiłam mu, że będziemy mieli dziecko.
I choć te sześć słów z przecinkami i wielokropkiem nie sprowadziły do naszego domu Śmierci na Pimpusiu, to nie da się ukryć, że stanowiły zapowiedź ogromnych zmian. Zaczęło się niewinnie – ot, trzeba było zrezygnować z tańca i roweru, bo było to w moim przypadku za bardzo ryzykowne. Niedługo potem pojawiły się pierwsze oznaki intelektualnej zapaści, która dotyka podobno większość ciężarnych. Nie będę wdawać się w szczegóły. Zdradzę Wam jedynie, że w moim przypadku ciąża to czas solenia herbaty i pakowania się obcym mężczyznom do aut (w przekonaniu, że oto podjechał mój Uber). Tak było na początku, a potem ogarnął mnie szał…

ciaza-w-miescie

Historia jakich wiele. Ona i on dowiadują się, że będą mieli dziecko. Jeśli do tej pory jeszcze tego nie zrobili, teraz zaczynają szukać swojego miejsca. Z kolei ci, którzy już takie znaleźli, czują się w nim jeszcze mocniej osadzeni (ona zaczyna wić gniazdo, on maluje ściany na biało). Zupełnie jakby radosna nowina powodowała, że człowiek zaczyna puszczać pędy, które z czasem zaczynają się rozrastać i sięgać coraz głębiej. A jak było u mnie? Wspominając, że ogarnął mnie szał, miałam na myśli, że było inaczej.
Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, poczułam taki zew przygody, taką chęć wyruszenia w podróż życia, jak jeszcze chyba nigdy. Oto on, mój synek, brakujący członek naszej załogi nareszcie staje na pokładzie i możemy razem, we trójkę wyruszyć w niekończący się rejs.

ciaza-w-miescie

I tak w przerwach pomiędzy przygotowaniami do wyprawy życia i oczekiwaniem na rozwiązanie, korzystam z uroków zaprzyjaźnionych miast. Snuję się poznańskimi alejami i uczęszczam na zajęcia w najlepszej szkole rodzenia, odwiedzam galerie sztuki i nocne kluby w Pradze, sprawiam sobie seksowne przyjemności w krakowskich butikach erotycznych, a nawet latam małymi samolotami nad Tatrami. Przede wszystkim jednak staram się celebrować ten kosmiczny stan i cieszyć się nim. Dlatego też poprosiliśmy Agnieszkę z Ti Amo Foto żeby zrobiła nam pamiątkowe zdjęcia. Współpracę z tą niesamowitą dziewczyną polecam każdemu. Skradła nasze serca.

ciaza-w-miescie

Nowy Targ, czyli nauka latania

Pilotką chciałam zostać od dnia, kiedy jako panienka przeleciałam się Wilgą nad rodzinnym Inowrocławiem. Plan ten pozostawał w sferze marzeń tak długo, dopóty los nie zesłał mi Programisty, który przecież specjalizuje się w realizacji fantazji. Dziś na stoliku kawowym leży niemały już stos “Przeglądów Lotniczych”, a także podręcznik “Pilotaż samolotu od podstaw” Edmunda Mikołajczyka. Z radością obserwowałam, jak Ma Lasko przejmuje ode mnie moją pasję i marzenie – dzisiaj licencję chcemy zrobić oboje. Czytamy o ultralekkich samolotach i ekscytujemy się, że kosztują tyle samo, co auto, a dystans między Splitem a Olsztynem moglibyśmy pokonać na raz, szybciej i bezpieczniej niż samochodem. Prawda, że dobrze brzmi?
Z jakichś przyczyn uznałam, że ciąża to dobry czas na intro do przygody z samolotami. Udaliśmy się zatem do aeroklubu w Nowym Targu, gdzie przez godzinę lataliśmy nad Tatrami zwinnym kanarkiem Cessną.
Będę przy tym obstawać: ciąża to doskonały czas na to, by uczyć się czegoś nowego. Nie musi to być przecież ani nauka latania, ani nawet studiowanie prawa pracy (o tym za chwilę). W ciągu tych dziewięciu miesięcy skończyłam kilka onlinowych kursów (w tym jeden z SEO). Gdyby ciąża trwała dłużej niż 9 miesięcy, na pewno zapisałabym się też na kurs reportażu, który rusza już w listopadzie, albo na warsztaty shibari (w roli jedynie obserwatora – stan odmienny nie idzie wszak w parze z byciem wiązaną). Dobra wiadomość jest taka, że Wy jeszcze możecie wziąć udział.
Aeroklub Nowy Targ – ul. Lotników 1, Nowy Targ; strona internetowa

ciaza-w-miescie

Poznań, czyli idealna szkoła rodzenia

Tego się po sobie nie spodziewałam. Z osoby, która miała nadzieję na to, że wada serca umożliwi jej wymiganie się od porodu naturalnego, wyewoluowałam w entuzjastkę rozwiązań skrojonych przez Matkę Naturę. Zaczęło się od tego, że w czerwcu trafiłam na warsztaty “Mamy prawa”, które cyklicznie odbywają się w poznańskim Mateczniku. Nie przesadzę, jeśli napiszę, że organizowany przez dziewczyny kurs z przepisów prawa dotyczących porodu i tematów pokrewnych odmienił moje podejście do wszystkiego, co się z nimi wiąże. Przede wszystkim przestałam się bać (czy macie świadomość, jak polskie prawo wspiera kobiety w ciąży?!) i przekonałam się, że warto się do tego dnia odpowiednio przygotować (tak, robię też składankę ulubionych piosenek na tę okoliczność). No i się zaczęło. Książki, filmy, amatorskie nagrania, analiza przepisów. Potem świadomy wybór szkoły rodzenia – idealnie pasującej do naszych, dopiero co ukształtowanych, preferencji. Rodzicielstwo bliskości, poród aktywny, na poważnie rozważane rozwiązanie domowe, chusty i masaże – długo by wymieniać, ale najlepsze jest w tym wszystkim to, że tego daktyla (jak mawia babcia Krysia) połknęliśmy we dwoje. Dziękuję, Gaja!
Matecznik i szkoła rodzenia Gaja – plac Asnyka 1, Poznań

ciaza-w-miescie

Kraków, czyli słodycze dla ciała

W Poznaniu nagłe porywy namiętności do łakoci zaspokajam w ukochanej La Ruinie na Śródce. To tu rodzą się najlepsze serniki jakie ten świat widział, a także – objawienie ostatnich miesięcy – niebiańskie drożdżowe z owocami i lekkie jak chmurki bezy smagnięte tahini. To naprawdę wielkie szczęście, że mieszkam niedaleko i osławione kulinarne kaprysy ciężarnej zaspokajać mogę, kiedy tylko zajdzie potrzeba. Serdecznie życzę każdej mamasita takich rozkosznych zbiegów okoliczności. Wiem już, że w drodze do szpitala, zawitam do Ruiny na symboliczny klin serniczka, co by dodać sobie animuszu.
Ale ale! Kraków. Proszę Państwa, ja tego lata odkryłam Cheder – krakowską kawiarnię Festiwalu Kultury Żydowskiej, a tam boską baklawę, którą odważnie połączyłam z rzadko spotykaną w Polsce red latte (czyli latte na bazie rooibosa) uzyskawszy tym samym łakociowy duet roku 2016. Zestaw przebija słodyczą nawet gorącą czekoladę z piankami marshmallow, zasługuje więc w pełni na przyznanie mu nagrody imienia Nieobliczalnej Ciężarnej. Serdecznie polecam!

ciaza-w-miescie

Niech wątek słodyczy dla ciała zwieńczy wzmianka o ulubionym krakowskim sex shopie, czyli Ann Marie Lov, o którym pisałam tutaj, i w którym tego lata zaopatrzyłam się w przedmioty niezbędne każdej kobiecie w odmiennym stanie.
Przyszła Mamo, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, a jest Ci miłe Twe zdrowie i życie erotyczne, pójdź w me ślady i udaj się na małe zakupy. Przede wszystkim zainwestuj w kulki gejszy, a zakup ten przemyśl i nie kupuj dziadostwa. Zdaj się na opinię Nat z blogu Proseksualna, Moniki z poznańskiego Bossy, a także moją, i wybierz kulki Ami od Je Joux. Jaśnie pan Kegel serdecznie Ci za to podziękuje.
Do koszyka dorzuć oleje. Znasz to powiedzenie o rozstępach: Your body is not ruined. You’re a goddamn tiger who earned his stripes? Pokrzepiające i słodkie, ale serio – jeśli możemy zapobiec tygrysim pręgom, dlaczego tego nie zrobić? Wypróbowałam tuzin olejków aptecznych i kosmetycznych i mam swoich faworytów, ale przyznam, że zapach żywicy i cytrusów dobrze jest czasem zastąpić czymś wyrafinowanym. Dobry sklep erotyczny posiada w ofercie bogaty wybór olejków i świec do masażu, także polskich producentów.
Jeśli zaś dużo czasu spędzasz poza domem, pomyśl o lejku. Trudno o lepszy i łatwiejszy sposób na uniknięcie infekcji, o które łatwo w sytuacjach kiedy korzystasz z toalety w podróży (lekarz prowadzący ciążę był zachwycony moją listą zakupów, ale on to w ogóle jest najlepszy na świecie). Lejków do wyboru do koloru znajdziesz tutaj.
Cafe La Ruina – Śródka 3, Poznań
Cheder – ul. Józefa 36, Kraków

ciaza-w-miescie

Praga, czyli słodycze dla duszy

Miasta oblegane przez turystów słyną z tego, że oprócz tanich rozrywek w stylu “Spacer po Dubrowniku śladami bohaterów Gry o Tron” (ale było fajnie!), stwarzają w sezonie wiele okazji do kontaktu z pięknem i sztuką. W tym roku miałam używanie! Pod tym względem szczególnie zachwyciła mnie właśnie Praga i wystawa prac Dalego i Warhola (w ubiegłym były to wideo Fabrizio Plessi w galeriach Contini w Wenecji). Praga jest w ogóle miastem niewiarygodnie pięknym. Piękni są tu mężczyźni (i piękne mają brody!), piękne widoki, piękna architektura, piękne witryny sklepów na ulubionej ulicy Paryskiej i piękne są tancerki w nocnych klubach, które to z Programistą wspominamy do dzisiaj. Gdyby tylko istniała ku temu sposobność, na pewno wybralibyśmy się na zbliżający się Prague Fetish Weekend (zwłaszcza, że ulubiona przez nas Majkelina Cat gra pierwsze skrzypce w filmie promującym festiwal, więc spodziewamy się, że da popalić i kolejny raz złamie dziesiątki serc męskich i niewieścich).

Na koniec chciałabym wspomnieć o jednej ważnej rzeczy. Otóż stan odmienny ma świetny PR, muszę to przyznać. Przyznaję również, że dałam się nabrać i połknęłam wszystkie bajki o lawendowym, pełnym refleksji i relaksu czasie, który ma już nigdy się nie powtórzyć. Jeśli czujesz się dobrze – gratuluję i po cichu zazdroszczę, masz zielone światło do podjęcia wszelkich aktywności, jakie tylko przyjdą Ci do głowy (i na jakie zgodzi się Twój lekarz), z wizytą w nocnym klubie włącznie. Jeśli jest inaczej – rozumiem i współczuję. W obu przypadkach masz jednak do dyspozycji coś bezcennego – czas. Wyciśnij go jak cytrynę, a najlepiej tak, jak sama chcesz.

    • Wspaniale się czyta cały tekst! Aż niemożliwe, że to wszystko wydarzyło się w ciągu kilku miesięcy i że jako kobieta ciężarna, zrobiłaś tyle niesamowitych rzeczy! Wszystkie ciężarne powinny brać przykład :)

      • Ciągle mam wrażenie, że mogłabym zrobić więcej :-)

        Jeszcze raz dziękuję Ci na zdjęcia. Nie potrafiłam sobie wyobrazić siebie jako „ciężarnej w wianku”, więc naprawdę cieszę się, że udało nam się zrobić to inaczej, tak jak to sobie wymarzyłam i tak, jak lubię najbardziej, czyli „po miejsku”. Całusy!

    • Mega sesja, mega ilość rzeczy, które zrobiłaś!! Dużo zdrówka dla Was na najbliższy czas! :)

      • Dziękuję, Aniu!
        Trzymaj za mnie kciuki, TO już niebawem :-)
        (Potem może jakiś wspólny spacerek matek podróżujących?)

        • Hehe jasne, jestem jak najbardziej chętna ;) Jak już będzie po i się ogarniecie nawzajem, to daj znać :) Poza tym jak jesteś jeszcze w stanie się doturlać, to w tą niedzielę o 12 się w jakimś przyjaznym maluchom miejscu widzę z Kingą :)