Kahlo i Mission
10 grudnia 2013 Ameryka

Mission

Mieszkam w Mission, którą nazywają dzielnicą hipsterów, ale dla mnie niepodzielnie władają nią Meksykanie. Słońce świeci tu każdego dnia. Nawet jeśli w pozostałych częściach miasta jest chłodno i pochmurnie, tu zawsze jest lato. W głębi serca wierzę, że to lato zaklinają Meksykanie. Kobiety w obcisłych spodniach i bluzkach kołyszą biodrami i myślę sobie czasem, że one w ten sposób tworzą niewidzialne tornada, które odpędzają chmury. Meksykanie zaś podnoszą temperaturę powietrza ognistym temperamentem. Kobietom o zaniżonym poczuciu własnej wartości serdecznie polecam spacer po Mission. Mężczyźni nie tylko otwarcie zaglądają w oczy, ale również zagadują i robią to z niespotykaną nigdzie indziej w świecie elegancją. Że jestem piękna słyszę niekiedy kilka razy w ciągu dnia. Muszę wyglądać naprawdę zabawnie kiedy tak mknę ulicami uszczęśliwiona meksykańskimi czułostkami, do których kobiety z Mission zdążyły się już przyzwyczaić (prawda jest taka, że nie raz usłyszałam, jak mój własny osobisty absztyfikant komplementował inną kobietę chwilę po tym jak skomplementował mnie).

Zdarza się, że wychodzę z domu niemożliwie wyletniona, szczęśliwa, że mam lato w październiku. Później, kiedy wysiadam na przystanku w centrum, zaczynam się trząść z zimna jak osika. Nie, to nie nagła zmiana aury, to Mission znów zabawiło się moim kosztem. Mijam więc na ulicy kobiety w zimowych płaszczach, sama mając na sobie szorty zrobione przez siostrę i koronkową bluzkę. I dziwna rzecz, przy całej mojej nieudolności w dobieraniu ubrań, przeziębiłam się tylko raz.

Kiedy ogląda się Mission na Google Maps wygląda ono nieciekawie, więc odradzam. Mój tata jeszcze przed moim wylotem marudził, że okolica jest wstrętna i retorycznie pytał, co ja tam będę robić. Tymczasem Mission (bo Mission to zarówno ulica jak i dzielnica) i sąsiadująca z nią Valencia to najwspanialsze miejskie przestrzenie, w jakich przyszło mi żyć. Zachwycające sklepy z warzywami i owocami do wyboru do koloru, dostępnymi przez okrągły rok! Malownicze warsztaty samochodowe po sąsiedzku z meksykańskimi restauracyjkami (dlaczego w Polsce warsztaty samochodowe są poukrywane na zadupiach i najczęściej ulokowane w pierwszych lepszych szopach, się pytam!)! Kawiarnie pełne ludzi, w których za pyszną i dużą kawę zapłacisz 2 dolary! Sklepiki z piniatami zawieszonymi u drzwi żeby zachęcały do wejścia do środka! Pralnie publiczne! Księgarnie i antykwariaty! Galerie sztuki! Dziesiątki miejsc stworzonych przez społeczność dla niej samej (sale spotkań, centra wszelkiej sztuki i kultury)! Kina i teatry! Wspaniałe i jedyne w swoim rodzaju graffiti zdobiące niepozorne zaułki i małe uliczki. I w końcu puby. W liczbie niemożliwej do określenia, u drzwi których często stoją zaczytani w powieściach ochroniarze. Każda dzielnica w San Francisco ma swój własny, niepowtarzalny zapach. Mission pachnie owocami, hot-dogami i rozgrzanym asfaltem. Uwielbiam to!

niebieski dom z fridą kahlo

maski lucha libre

kolorowy dom na Mission

popularna kawiarnia Philz Coffee

antykwariat na Valencii

Lucky Pork Store na Mission

Studio tatuazu na Mission

domy przy Valencii

Lawka na Valencii z napisem "Nie palic" w jezyku rosyjskim

bogato zdobione drzwi wejsciowe domu oraz furtka

schody przeciwpozarowe

kawiarnia przy Guerrero

Mission Dolores Park