Widok na górne piętra budynków w Cenrum San Francisco i Mysliciela Rodina
10 grudnia 2013 Po czwarte

Programiści. Analiza zjawiska

Mam szczęście codziennie obserwować przy pracy ludzi, którzy są magami dzisiejszych czasów. Jest ich tylu, że czuję się jakbym przesiadywała w Hogwarcie. Każdego dnia mam na oku około stu programistów w ich środowisku naturalnym. Kiedy chwilowo nie zajmuję się pisaniem, obserwuję jak się zachowują, przypatruję się ich zwyczajom często tak bardzo podobnym do zwyczajów normalnych ludzi. A jednak to nie są przeciętni ludzie. Wszyscy znajdujemy się w ogromnym, otwartym biurze. O ile sama rozglądam się niekiedy, wiercę, oni… siedzą. Wyglądają wówczas tak niepozornie. Jak rzeźby, troszkę jak myśliciele Rodina, z tą różnicą, że nie są nadzy.

Przed nimi na podobieństwo trzyczęściowych zwierciadeł rozstawione są monitory w różnych rozmiarach. Tak, każdy z nich ma więcej niż jeden i każdy z nich wpatruje się najczęściej w te największe. Zaprawdę, gdyby to były lustra, pod siłą ich spojrzeń na krysztale powstawałaby pajęczyny pęknięć. Wpatrują się i nic nie przemawia za tym, że żyją. Wówczas, zupełnie nieoczekiwanie, poruszają ręką i wpisują w ciąg kolorowych literek jakąś cyfrę, albo literę właśnie. Następnie z energią o jaką byśmy ich nigdy nie podejrzewali, zwracają się w kierunku najmniejszego monitorka. To czego się w nim dopatrzą decyduje o tym czy zapadną się w sobie, czy urosną o kilka centymetrów.

Jako miła i uprzejma osoba nie chcę nigdy nikomu się narazić, a wiem, że programiście jest bardzo łatwo się narazić. Nauczyłam się więc rozpoznawać ich nastroje i poziom dostępności sugerując się kolorami literek i cyferek na monitorach. Tych największych. Opracowany przeze mnie system jest niezawodny. Polecam go przede wszystkim kobietom, które zastanawiają się czy spytać programistę o to czy mogą go o coś zapytać, kiedy ten pracuje.
Droga koleżanko, jeśli widzisz na ekranie dużo białych znaczków oznacza to, że nie powinnaś się lękać. Programista, którego chcesz o coś zapytać jest zapewne w dobrym humorze i uprzejmie odpowie na Twoje pytanie. Nawet to najbardziej niestosowne, czyli o to, kiedy skończy robić to co właśnie robi.

Kiedy na ekranie jest dużo żółtego, pomarańczowego i różowego – istnieje szansa na nawiązanie kontaktu, jednak należy stawiać pytania zamknięte, tak aby nie narażać zapracowanych kolegów na niepotrzebny wysiłek. Nie oczekuj również natychmiastowej odpowiedzi. Pogódź się także z tym, że na pytanie czy czegoś potrzebują, mogą odpowiedzieć, że nie wiedzą. Czasem oznacza to, że naprawdę nie wiedzą. Częściej jednak jest to zakamuflowane “Idź sobie”.

Nieszczęsna dziewczyno, jeśli dostrzegasz na ekranie zieleń i błękit – o nic nie pytaj, zajmij się sobą (posprzątaj całe mieszkanie albo obejrzyj cały sezon Walking Dead). W razie pożaru ewakuuj programistę pchając jego krzesło w kierunku windy (razem ze wszystkimi monitorami). Pewnie i tak nie zauważy.

Z moich obserwacji wynika również, że po około dziesięciu godzinach pracy czują, że coś jest nie tak. Zazwyczaj wtedy wstają z miejsc i kręcą się niespokojnie. Po tym jak się poruszają można wywnioskować, że od siedzenia bolą ich tyłki. Normalny człowiek poszedłby do domu. Programiści nie idą do domu, oni zaczynają pracować na stojąco. To herosi.

Najważniejszą sprawą jest jednak umieć rozpoznać prawdziwego programistę, takiego creme de la creme tej profesji. Otóż prawdziwi programiści podczas pracy ruszają tylko palcami. Nie ma od tego wyjątków! Jeśli któryś nerwowo rusza nóżką albo się drapie po głowie, najpewniej próżnuje w internecie i ogląda viny.