armory i helmut newton
24 kwietnia 2014 Ameryka

Nie ma przegranych w Ultimate Surrender!

Nigdy nie lubiłam sportu. Nudził mnie. Jestem pod tym względem przypadkiem beznadziejnym i niereformowalnym. Wielokrotnie próbowałam uczynić sport częścią swojego życia, ale bezskutecznie. Jeden jedyny raz wybiegłam w miasto, bo mnie coś tknęło, że może warto spróbować joggingu. Wróciłam do domu ledwo żywa już po kwadransie. Innym razem wybrałam się z sąsiadką na nordic walking. Rzuciłam kije po dwudziestu minutach kiedy usłyszałam jak jakiś bezdomny powiedział do kolegi: “O kurwa, pogubiły narty” (myślę, że rzetelnie oddaje to mój zapał do całego przedsięwzięcia). Kiedy jadę rowerem, można mi spokojnie towarzyszyć na piechotę, bo poruszam się tak wolno, że wyprzedzają mnie dzieci na trójkołowych rowerkach (wrodzony wstręt do pośpiechu i wysiłku fizycznego). Pływam po cesarsku, tak mówią. To znaczy, że dbam o to, by moje włosy zawsze były suche, a jeśli w basenie na torze obok przepływają wariaci, przystaję i czekam aż woda przestanie się niebezpiecznie kołysać. Raz wykupiłam karnet na siłownię (za całe 150 złotych + spodnie i buty), a skorzystałam z niego dwukrotnie: raz na siłowni, gdzie wynudziłam się jak mops i raz na wygibasach z użyciem przedziwnych ciężarków, którymi machało się we wszystkie strony i które wyglądały jak jakieś dilda. Sądząc po zacietrzewieniu i pełnym skupieniu innych pań, byłam jedyną, która dostrzegła, że atrybuty te są do siebie niepokojąco podobne.

Sport mnie nudzi. Patrzenie na innych, jak uprawiają sport mnie nudzi. Piłka nożna mnie nudzi. Skoki narciarskie mnie nudzą. Boks? Tylko w filmach „Rocky” i “Fighter”.

I oto jednego dnia odkrywam dyscyplinę, która wydaje się interesująca i to na tyle, że oglądanie rozgrywek i kibicowanie sprawia mi ogromną przyjemność. Mowa o zapasach. A dokładnie o kobiecych zapasach. A jeszcze dokładniej: o kobiecych zapasach, których rozgrywki odbywają się w podziemiach budynku Armory.

Zasady gry

Rozgrywki Ultimate Surrender można oglądać online, podobnie jak wiele innych atrakcji serwowanych przez wytwórnię Kink.com. Publiczność zapraszana jest, jak sądzę, po to, aby uwiarygodnić całe wydarzenie. Pochwalam to w zupełności, inaczej całość przypominałaby mecz futbolowy z pustymi trybunami (świadomość, że odegrałam w Armory rolę quasistatystki wywołuje mój uśmiech). Tak, publiczność jest zapraszana, udział jest darmowy. Można przynieść przekąski i alkohol. Nawet jeśli może się wydawać, że atmosfera nie będzie sprzyjać konsumpcji ani czipsów, ani napojów wyskokowych, możecie mi wierzyć, że piwo smakowało mi tam prawie tak dobrze, jak na pikniku w słoneczny, letni dzień. To muszę przyznać, że jak zobaczyłam sędzię wkraczającą do sali, w pasiastym komplecie na modłę sędziego z meczu piłki nożnej, byłam wniebowzięta. Ta pełna uroku osobistego kobieta wytłumaczyła nam na wstępie jak należy, a jak nie należy się zachowywać. Nic odkrywczego: można krzyczeć do woli, ale same serdeczności, można fotografować na potęgę, ale nie filmować. Jasna sprawa! Zaczynajmy! Prędko!

zapasy

Sędzia przedstawiła zawodniczki rasowym głosem mistrza ceremonii pojedynku bokserskiego, czyli jakoś tak: “Drużynaaaaa… Niebieskaaaaaa!!! Drużynaaaaa… Fioletowaaaaa!!!” Tłumy wiwatowały, rozległy się oklaski i przyjemny dla ucha dźwięk butelek wina trącanych jedna o drugą (toasty!). Tuż przed matą ustawiły się cztery panie. Były wysportowane i sprawiały wrażenie silnych (poza jedną, która była drobna i wyglądała na zwinną, nie krzepką). Miały na sobie bikini, które z pewnością zmieściłyby się w zamkniętej dłoni, czyli jak mówi moja babcia: metr sznurka i trzy trójkąty. Jak się okazało dwie minuty później, bikini jest tu zakładane pro forma, bo zawodniczki rozbierają się w try miga.
W Ultimate Surrender przede wszystkim chodzi o to, by podporządkować sobie “tę drugą” i samej też nie dać się podporządkować. Panie walczą wykorzystując przede wszystkim swoją biegłość w sprawianiu przyjemności, inaczej tego nie można nazwać. Wzajemnie się dominują dostarczając sobie uniesień.

zapasy

Pracownicy Armory wręczali przy wejściu ulotki informacyjne, z których dowiedziałam się o zasadach, którymi rządzą się te jedyne w swoim rodzaju zapasy. To ma być zabawa, a złość piękności szkodzi, więc: No anger or rage.

zapasy

Żadnego bicia, gryzienia, kopania, ciągnięcia za włosy.

zapasy

Nie łaskoczemy, a śmiech ograniczamy do minimum: “This is a serious competition” (No, z tym to akurat było różnie – i bardzo dobrze!)

zapasy

Na całą rozgrywkę składają się trzy rundy (trwające po 12 minut każda) i jedna runda specjalna zwana “sex round” i oznaczająca dokładnie to, co myślicie, że oznacza.

zapasy

Runda pierwsza zazwyczaj kończy się na wzajemnym zrywaniu z siebie bikini, a zaczyna siłowaniem na ręce na środku maty.

zapasy

Runda druga rozpoczyna się podjęciem decyzji przez zwyciężczynię poprzedniej rundy co do pozycji wyjściowej. Do wyboru są dwie: “up” i “down”.

zapasy

Runda trzecia: zapaśniczka, która poprzednio zaczynała z pozycji “down”, zaczyna teraz z “up”. Do tego momentu wszystkie zawodniczki powinny być nagie, inaczej można stracić punkty (poważna sprawa).

zapasy

Sex round: według przewodnika ma trwać od 5 do 10 minut, w rzeczywistości trwa tyle, co cały mecz, albo i dłużej i dzieją się tam rzeczy, o których nie śniło się filozofom, ani nikomu innemu: “Winner gets to fuck the loser and decides how that round will play out”, że pozwolę sobie zacytować wydawnictwo po angielsku, bo po angielsku brzmi jakoś mniej dosadnie.

zapasy

Zwycięża ta grupa, która zbierze więcej punktów. A punkty otrzymuje się za: pieszczenie piersi (jeden punkt za każde dziesięć sekund)

zapasy

…dotykanie dłonią intymnych miejsc od zewnątrz (dwa punkty za każde dziesięć sekund)

zapasy

…i od środka (jeden punkt za każdą sekundę) (tu również siadanie na twarzy: 1 punkt za każdą sekundę)

zapasy

…przyduszanie piersiami (punkt za każde trzydzieści sekund)

zapasy

…zdecydowany uścisk uniemożliwiający poruszanie się (2 punkty za każde trzydzieści sekund)

zapasy

…całowanie jakiejkolwiek części ciała (2 punkty za dziesięć sekund) i pocałunek francuski za pięć punktów.

Tu nie ma przegranych

Jako gorliwa przeciwniczka wszelkiej maści konkursów, wyścigów i rywalizacji, jestem urzeczona puentą rozgrywek Ultimate Surrender. Tu nie ma przegranych. Wygrywa zarówno ta drużyna, która zbierze więcej punktów, jak i ta, która zbierze mniej, bo koniec końców doświadcza w tym całym ambarasie najwięcej przyjemności, niejednokrotnie osiągając przy tym szczyty. Toteż nie dziwię się wcale kiedy wspominam mojego przewodnika po Armory, który o Ultimate Surrender wypowiedział się w sposób następujący: „Nieraz zdarzyło się, że dziewczyny wchodziły na matę po to, żeby przegrać”.

Go blue go!

A jak zachowuje się publiczność? Przede wszystkim kibicuje gorąco, angażuje się całym sercem podpowiadając zawodniczkom: “Całuj ją! Trzymaj! Trzymaj!” i wybucha śmiechem na widok zapaśniczki, która zamienia się w kłodę, ściska mocno nogi i z zamkniętymi oczami unika pocałunków w usta. Byłam zachwycona zdolnością ludzkiego ciała do przyjmowania pozycji a la bale drewna wywożone przez ciężarówki w czołówce „Twin Peaks” i niereagowanie na bodźce świata zewnętrznego. Drobna zawodniczka była w tym najlepsza, ale mimo to drużyna przeciwna zdobyła dzięki niej najwięcej punktów.

Dziewczyna z warkoczem i kapelusz z woalką

Oprócz sędzi wokół całej kotłowaniny krążyła jak księżyc prześliczna kamerzystka. Miała na sobie czarny kombinezon, a włosy splotła w warkocz (takiego warkocza dawno nie widziałam). Zderzenie jej dziewczęcości z charakterem tego wydarzenia było wręcz oszałamiające, zwłaszcza kiedy śmiała się pod nosem na widok tego, co działo się przed nią. A działo się dużo i różnie, bo zawodniczki śmiały się serdecznie niemal przez cały czas (o ile zdobywały punkty) i były zdolne do wszystkiego, byleby tylko uniknąć pieszczot. Jej obecność sprawiła, że podczas całej imprezy zadumałam się i przez dłuższą chwilę rozmyślałam nad zawodami, jakie wykonują ludzie i ostatecznie doszłam do wniosku, że bycie operatorką kamery w Kink.com musi być niezłą frajdą.

Kiedy już było po wszystkim i „nagrody zostały rozdane”, zagadnęłam swoją faworytkę (sądząc po żywiołowych reakcjach publiczności, była faworytką wszystkich) i ucięłam sobie z nią krótką pogawędkę. Była jednocześnie wyczerpana i wesoła, jakby przez ostatnie dwie godziny tańczyła oberka. Na moje pytania odpowiadała więc krótko, co jest zupełnie zrozumiałe, ale na sam koniec spytała mnie: “Podoba mi się twój kapelusz. Jak się nazywa ten fason?”.
Gdyby rok temu ktoś powiedział mi, że będę rozmawiać o kapeluszach z zawodniczką Ultimate Surrender, pomyślałabym, że uderzył się w głowę. Tymczasem to się naprawdę stało, a jakiś czas później znalazłam nawet film z tych rozgrywek z sobą na trybunach.

    • Bodkin

      Zajrzałem przez przypadek i jestem zaskoczony. Przy okazji poprawiłem sobie samopoczucie bo myślałem, że lubiąc takie damskie zabawy, mam coś z głową ;-)
      Może akurat forma nie do końca mi odpowiada ale sama tematyka jak najbardziej. Jakiś czas temu miałem super układ z dwoma przyjaciółkami, który można by porównać do tych zawodów, tylko zawodniczki się nie zmieniały a ja byłem sędzią. Wszyscy byli zadowoleni. Niestety jedna wyjechała do Londynu za kasą i zabawa się skończyła :-(
      Pozdrawiam.