12 listopada 2014 Polska

Szlakiem krakowskich sex shopów cz.2

Zgodnie z obietnicą przedstawiam kolejny sklep erotyczny w Krakowie i jednocześnie zapowiadam, że nie jest to ostatnia część tego przewodnika. Kraków wypada na tle innych polskich miast wcale nieźle, więc warto go od tej strony przedstawić. W tej części opowiem Wam o Black&White, miejscu tak interesującym i pełnym niespodzianek, że zdecydowałam się poświęcić mu cały artykuł. Do dzieła!

Black&White znajduje się w sporej odległości od sexshopowego zagłębia Krakowa. O mało co podarowałabym sobie tę wyprawę, ale zachęcona recenzjami, że to największy sklep, że to klub, że kino, że sauna i że pokoje na godziny, zwyczajnie nie byłam w stanie sobie odmówić. I dobrze, bo czułam się tak, jakbym odkrywała nowe lądy. A te nowe lądy mieściły się w piwnicach jednej z krakowskich kamienic.

Schodzisz po wąskich i stromych schodach i trafiasz prosto do kanciapy gospodarza. Z tego miejsca jesteś już w stanie dostrzec, że Black&White zajmuje całkiem spore przestrzenie. Pokoik jegomościa, który okazał się współwłaścicielem, dzieli ten przybytek na pół. Pyta, w czym może pomóc. Odpowiadam, że chciałabym zobaczyć sklep, ale że jednocześnie miejsce mnie ciekawi i że byłoby wspaniale, gdybym mogła się rozejrzeć. Uprzedzam, że może będzie z tego tekst. Twarz dżentelmena jaśnieje, powiedziałabym nawet, że on cały szczęśliwieje od stóp po sam czubek głowy. Chwyta w ręce cały pęk kluczy i mówi: “No dobra, zaczynamy od sklepu!”

Skansen

Sklep jest zamykany na klucz. Okazuje się dużym pokojem zawalonym gablotami, których zawartość wygląda wypisz wymaluj jak asortyment sklepów erotycznych z początku lat 90. Kompletna katastrofa, ale przyznaję: katastrofa z klimatem. Niemieckie filmy porno, wibratory i dilda wykonane według estetycznych standardów lat 80, czyli kiepskie imitacje penisa, gadżety bdsm mało wyszukane i w dodatku takie, że po prostu widzisz, że “nic z tym nie zrobisz”, bo Ci się to w rękach rozsypie przy pierwszej lepszej okazji. Na domiar złego kajdanki z futerkiem. Nie wiem, jak według Was, ale moim zdaniem takie miejsca powinny już zyskać status zabytku i być chronione prawem. Czyste lata 90! Skansen! Dobro narodowe! I on to trzyma pod kluczem. Trzyma jakby wiedział, ile to wszystko jest warte, i ile może być warte za kolejne dwadzieścia lat.

Stoi w rozpiętej koszuli koloru ecru spod której wygląda podkoszulek. Na piersi pokaźny krzyżyk na złotym łańcuszku, włosy na żel, uśmiech od ucha do ucha. Ściskamy sobie dłonie, przechodzimy na ty (na potrzeby tekstu nadam mu na imię Wiesiek). Jest wesoło. Próbuję przeprowadzić jakiś treściwy dialog. Na przykład taki:

– A powiedz mi kto najczęściej robi u ciebie zakupy?
– No różnie, różnie.
– Mhm. A filmy? Jakie ci najszybciej schodzą?
– No porno, porno…
– Mhm. A gejowskie, czy hetero?
– I gejowskie i hetero.

Po chwili decyduję się w końcu odpuścić i mówię, że się już napatrzyłam na sklep:

– Słuchaj, Wiesiek, a to twoje kino… – zaczynam. – To ktoś teraz z niego korzysta? Bo chciałam zobaczyć, jak je urządziłeś.
– No – mówi. – Ze dwóch siedzi, ale to nie problem. Chodź, chodź.
– Ojej, nie nie – dukam i blednę. – Nie będziemy przecież przeszkadzać w tak intymnym momencie.
– Jakim tam znowu intymnym?!

Black

Prowadzi mnie wąskim korytarzem, a ja staram się mówić jak najgłośniej, żeby uprzedzić tych panów, w tym kinie, że idą goście i żeby się jakoś ogarnęli dla dobra nas wszystkich. Właściciel nie ma żadnych skrupułów. Zapala górne światło bez żadnych ceregieli. Kino pogrążone dotąd w egipskich ciemnościach wypełnia się jasnym światłem. Kątem oka dostrzegam dwóch mężczyzn, ze spodniami, na całe szczęście, podciągniętymi jak bógprzykazał. Stężenie wstydu i zażenowania czterokrotnie przekracza dopuszczalną normę. Oczywiście gospodarza to nic a nic nie dotyczy. Na pełnym luzie staje na środku kina i zataczając ramionami wielkie koła, mówi z dumą: “No, to tak tu widzisz, wygląda.”

No rzeczywiście widzę. Widzę go na środku sali, na tle ekranu, na którym wyświetla się właśnie porno z lat 80, albo i nawet wcześniejszych. Poznaję po kolorach i muzyce jak z Niewolnicy Isaury. Widzę też dwóch skulonych mężczyzn pod samą ścianą. Żaden z nich ani drgnie. Próbuję wycofać się rakiem i zwracam uwagę na parawan z tyłu sali. Sięga niemal sufitu i ma otwory na wysokości oczu. Myślę, że to dla tych bardziej wstydliwych gości. Na całe szczęście światło w końcu gaśnie, a ja spoglądając na salę ostatni raz, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to wszystko przypomina mi klimatem film z Marianne Faithfull “Irina Palm”. Kto nie widział, niech obejrzy.

Stajemy w przedsionku sal kinowych. Kolejna, w której wyświetlane jest kino gejowskie, oddzielona jest kurtyną z koralików. Dostrzegam przez nie młodego chłopaka. Nerwowo przystępuje z nogi na nogę. Jest sam. Nie siedzi, tylko stoi, jakby na kogoś czekał. Proszę właściciela żeby nie zapalał światła.

Kiedy wchodzimy do środka, chłopaka nie ma, a ja domyślam się, że ukrył się za parawanem z tyłu sali. Na ekranie wyświetla się stare, gejowskie, sielankowe porno. Dwóch aktorów o wyglądzie cherubinków migdali się na łonie natury. Wychodzę stamtąd szybko, cała ta sytuacja jest krępująca i przygnębiająca. Jest mi przykro, że chłopak się spłoszył i że w ogóle szuka towarzystwa w takim miejscu. Sam właściciel nie ułatwia tego wszystkiego. Kiedy wychodzimy z tej części Black&White mówi wprost, z właściwą sobie beztroską, co sądzi o klientach korzystających z kina.

– To są dewianci! – woła, a jego głos niesie się na cały lokal. – No bo jaki zdrowy facet, nawet jak nie ma baby, przychodzi do takiego miejsca? Przecież w domu można, za przeproszeniem, samemu załatwić takie sprawy.

Na potwierdzenie tych słów, woła chwilę później, kiedy jeden z klientów krzyczy “Halo?! Na dużej sali skończył się film!”:

– Zaraz! Nie pali się! – i zwracając się do mnie dodaje: – Dewiant…

White

Chwilę później trafiamy z Wieśkiem do „tej bardziej atrakcyjnej części klubu”. Do baru. Wiesiek w najbardziej czarujący sposób, na jaki może się zdobyć, próbuje namówić mnie bym przyszła na swingerską imprezę. Kusi mnie najsłodszymi, możliwymi scenariuszami tutejszych potańcówek. Singielki wchodzą za darmo, od par pobiera się już opłatę, najwięcej zaś płacą samotni mężczyźni, czyli standardy ogólnoświatowe. Jego zdaniem “naprawdę powinnam dzisiaj przyjść”! Alkohol jest do nabycia w barze, po 10 zł niezależnie, czy drink, czy piwo. Nie, nie ma żadnych opasek dla gości informujących kto na co się decyduje (seks równoległy, wymiana partnerów, czy podglądanie innych), wszystko w Black&White załatwia się cytując Wieśka „na gębę”. Imprezy zazwyczaj zaczynają się o 21 i trwają do 3 w nocy. Do dyspozycji gości jest wspomniany bar, jacuzzi, sauna oraz pokoje. Wszystko w cenie!

Bar jak bar, nic nadzwyczajnego, ale przyznać muszę, że urządzony schludnie. Po wspomnianych pokojach, saunie i łaźni nie spodziewam się niczego rewelacyjnego, zwłaszcza po tym, co zobaczyłam w kinie i sklepie. I proszę bardzo, jak mnie Wiesiek zaskoczył.

Sauna i jacuzzi takie, że mucha nie siada! Elegancko, czysto, odpowiednio oświetlone. Pokój do masażu i sala do pole dance też niczego sobie. Pytam, czy z rurki korzystać może każdy, czy tylko zatrudnione tancerki. Wiesiek mówi, że każdy:

– No każdy może przecież potańczyć – mówi.
– W sensie, że ja bym mogła teraz ot tak…? – wypalam bez zastanowienia.
– No jak ty, to chyba najpierw bym musiał zażyć piguły na serce!

Taki z tego Wieśka czaruś. Oboje chichoczemy.
Najbardziej zaskoczyły mnie jednak pokoje wynajmowane na godziny. Przyjemność z korzystania z jednego z pokoików tematycznych przez bite trzy godziny kosztuje tutaj 50 złotych.

W każdej sypialni znajduje się kabina prysznicowa, odpowiednio wyeksponowana. Każdy pokoik ma też jasno określony charakter. Znajdzie się na przykład sypialnia a la górski domek ze skórą jakiegoś zwierza na podłodze i szablą na ścianie; apartament w zamyśle bardziej lux, z większą kabiną prysznicową i lustrem na suficie (takie proste, a wciąż działa!) i w końcu izba bdsm, ale taka, że hoho (mimo, że maleńka).

Mówię Wam, że mię zamurowało na wejściu. Pytam Wieśka, jak mu się udało tak dobrze wyposażyć pokój i czy zrobił to sam, bez pomocy i konsultacji. Zdaje się, że nie zrozumiał mojego pytania i zaczął snuć długą opowieść o tym, ile tu było kiedyś gruzu i że sam go wynosił. Nie miałam jakoś odwagi żeby wnikać w wieśkowe doświadczenia natury sado maso, więc odpuściłam. Niech będzie już, że pytałam o gruz.

Materac można tu przywiązać do ściany zyskując dzięki temu miejsce po środku, konieczne jeśli chcemy skorzystać z kajdanek zamocowanych na belkach przy suficie. Do tego krzyż Andrzeja, klatka i kominek, w którym można rozpalić. Cały pokój skąpany w łagodnym, czerwonawym świetle. Atmosfera autentyczna, taka jak należy.

Ladies and gentlemen

Z Wieśkiem rozmawia się bardzo dobrze. Czuję, że w swoim życiu widział już niejedno i niewiele jest w stanie go zdziwić. Jest serdeczny i otwarty, a czaruś z niego taki, że nie sposób dłużej się na niego gniewać nawet za tych „dewiantów”. Widać, taki ma styl. Kiedy mu mówię, że jestem pod wrażeniem tego, jak zaaranżował pokoje, cieszy się i zaczyna opowiadać kolejne pikantne historyjki. O tym jak przebierają się panie z okazji imprezy Halloween, albo na Sylwestra, jak kiedyś wszyscy tu paradowali na golasa, a on stał za barem i że tu w ogóle zawsze same damy i dżentelmeni, a jak nie to wypad. Kultura musi być.

Black&White
ul. św. Filipa 11
Kraków

    • *_*

    • Nat

      Nie ma bata, kolejne warsztaty sekspisarskie robię u Wieśka!

      • Wiesiek będzie wniebowzięty i pewnie sam będzie chciał wziąć udział. I ja też!

    • żużu

      niesamowite miejsce! i pomyśleć, że przechodziłam obok niego tysiące razy mieszkając przez 20 lat na tej samej ulicy:))