ryfka-przewodnikiem
20 lutego 2015 Polska

Sztywniara z Nowej Huty oprowadza po Krakowie i robi to doskonale

Bardzo dobrze pamiętam moment, kiedy trafiłam na blog Szafa Sztywniary. To było w zamierzchłych czasach, kiedy polskie zimy były zimne, a lata gorące, kiedy ścieżek rowerowych było tyle, co kot napłakał, a jak chciałeś dobrego loda, to kupowałeś Algidę. Pamiętam, że pomyślałam wtedy: “Do diaska, mnie naprawdę interesuje to, co ma do napisania zupełnie obca dziewczyna…”. I stało się tak, że na blog Ryfki, która (jak wtedy sądziłam) mogłaby być zaginioną siostrą Włóczykija, zaczęłam zaglądać regularnie. Za jej sprawą zaczęłam interesować się też innymi “obcymi, którzy piszą” i z czasem stałam się zapaloną czytelniczką wszelakich blogów. Dziś myślę o Ryfce troszkę, jak o swoim spiritus movens blogowania, przede wszystkim jednak jest dla mnie wzorem elokwencji i dowcipkowania. Wyobrażam sobie, że kwituje te komplementa jakoś tak: “hehe” (jak na maestrę słowa z krwi i kości przystało).

Jeśli ktoś jakimś cudem nie wie, o czym pisze Ryfka, to spieszę z wyjaśnieniami. Na blogu przede wszystkim o ubraniach, a ostatnio nawet o aranżacji wnętrz. Na swoim fanpage’u zaś, najczęściej o miłości i środkach transportu czerpiąc garściami ze swojego codziennego życia. Każdego dnia setki czytelniczek Szafy Sztywniary dowiadują się, czym jest prawdziwa miłość oraz jakie przybiera oblicza.

A przybiera na przykład takie:
– Właśnie to w tobie lubię – mówi Ryfka do ukochanego, tajemniczego Dzióbka. – Nawet nie musiałam ci mówić, a ty i tak wiedziałeś, że masz mi kupić czipsy.
– Akurat kupiłem, bo musiałem rozmienić kasę.

Kiedy ubiegłej jesieni przeprowadziłam się do Krakowa, umówiłyśmy się na kawę. Wiedziałam, że się dogadamy już podczas krótkiej wymiany zdań przed samym spotkaniem:
– Przyjadę prosto z pracy, więc pewnie będziesz wyglądać lepiej ode mnie – pisze.
– Co Ty. Chorowałam cały tydzień – odpowiadam.
– No to spoko.

Oczywiście, że wyglądała lepiej ode mnie i oczywiście, że od pierwszej sekundy rozmawiało się nam rewelacyjnie. Świergotałyśmy kilka dobrych godzin, w przerwach pijąc gorące czekolady, jedząc belgijskie frytki, a na sam koniec każda z nas zgubiła się w drodze powrotnej do domu (“Na Poselską to tamtędy” – powiedziała, a ja poszłam jak kazała, bo w końcu to ona jest z Krakowa, nie ja). Tak mi się to spodobało, że zapragnęłam to powtórzyć. Zaproponowałam Ryfce, żeby oprowadziła mnie po swoim Krakowie, a ja zrobię z tego kolejny przewodnik po tym cudownym mieście. Niestety, ku wielkiemu rozczarowaniu Programisty, który nam wtedy towarzyszył, nie udało nam się tym razem zabłądzić w Krakowie. Było to jednak z pewnością jedno z kilku Złotych Popołudni ubiegłej jesieni. Dzięki, Ryfka!

Giełda staroci pod Halą Targową

Do złudzenia przypominająca poznańską Starą Rzeźnię, ale jednak większa i jakby bardziej malownicza… Przeciskając się między stoiskami szybko przekonałam się, że można tam “wykopać” prawdziwe skarby. Zachwyciłam się porcelanowymi lalkami, rosyjskimi malowanymi meblami (te skrzynie!), przedwojennymi obrazami świętych. Wybór bibelotów jest naprawdę oszałamiający, ceny zróżnicowane, a sprzedawcy chętni do współpracy (dla jednego pana zorganizowanie transportu skrzyni do San Francisco nie było żadnym problemem). Oczywiście, wśród starych cacek, znajdziecie od groma badziewia, ale moim zdaniem ruskie gierki w rodzaju “Łapanie jajek do koszyka”, albo wagi spożywcze połączone z pozytywką, roztaczają wokół siebie jedyny w swoim rodzaju czar…

gielda-staroci

gielda-staroci

gielda-staroci

hala-targowa
Mural komercyjny na ścianie Hali Targowej okazał się dobrym intro naszego spaceru. Murali będzie dużo więcej!

gielda-staroci

gielda-staroci

Giełda staroci zaprasza wszystkich entuzjastów erotyki Dwudziestolecia Międzywojennego i amatorów niemieckiego porno, miłośników naczyń PSS Społem i chińskiej porcelany, koneserów lalek porcelanowych i Barbie, piewców sztuki ludowej i sakralnej i wszystkich innych. Giełda odbywa się w każdą niedzielę, w godzinach od 7 do 14.

Jedną z największych atrakcji Hali Targowej okazał się jednak Kumpir, czyli okoliczna niepozorna budka, w której serwują pyszne pieczone ziemniaki. Jeśli do tamtego momentu miałam jakiekolwiek obiekcje, co do starej ryfkowej mądrości, że ziemniaki to cuda natury i najlepsze rarytasy, musiałam w końcu przyznać jej rację. Te ziemniaki są lepsze niż trufle!

pieczone-ziemniaki
Ryfka zdradza plany dotyczące spaceru: „Zaczniemy od Hali Targowej. Tam są ziemniaki i kiełbasy!”

Lody tradycyjne na Starowiślnej

Pamiętając ryfkowe recenzje krakowskich lodziarni, liczyłam po cichu, że pójdziemy na lody. Jak sama przyznała, lodziarnia na Starowiślnej nie jest jej numerem jeden, ale lody stamtąd są powszechnie znane i uwielbiane, a zatem warto spróbować. Przyznaję, są wyjątkowo smaczne. Nie dziwi zatem niemożliwie długa kolejka przed lokalem. Lider mojego osobistego rankingu lodowego od trzech dekad jest jednak wciąż ten sam i wszystko wskazuje na to, że nie zagrażają mu żadne krakowskie, czy poznańskie lody. Mowa o cukierni Ptyś ze Sztutowa (obowiązkowy przystanek na trasie do Krynicy Morskiej).

lodziarnia-na-starowislnej

Kazimierz

Miałam szczęście mieszkać na Kazimierzu przez dwa słoneczne tygodnie. Wspaniała okolica, a poranków z kwitnącymi pelargoniami za oknem i meleksami prującymi tuż pod nosem nie da rady zapomnieć. W krótkim czasie zdążyłam zapoznać się z większością tamtejszych galerii, unikalnych sklepików i klimatycznych kawiarni, a podczas pamiętnego spaceru z Łukaszem Orbitowskim odwiedziłam nawet tamtejsze liceum ogólnokształcące. Spacer przez Kazimierz Ryfki okazał się jednak wędrówką szlakiem tamtejszych murali i uroczych zakątków, a nie knajp, czy innych sklepów z kreacjami vintage.

mural-deszczowa-piosenka

mural-muzeum-galicja
Mural „Żydowska Wycinanka” na ścianie Muzeum Galicja, ul. Dajwór 18

kazimierz-krakow

kazimierz-krakow

kazimierz-krakow

mural-for-gods
Mural „For God’s sake, censorship is everywhere”, ul. Św. Wawrzyńca 5

mural-emlilien
Mural „E.M. Lilien”, pl. Bawół 3

kazimierz-krakow-jozefa
Programista Daniel z sympatii do Ryfki tego dnia założył koszulkę z minionkami.

kazimierz-mozaika

kazimierz-krakow

Z pomocą streetartowym zapaleńcom z pewnością przyjdzie Street art Kraków i przygotowana interaktywna mapa.

Zabłocie

Ta wyjątkowa okolica jest częścią Podgórza, które upodobałam sobie szczególnie. Przede wszystkim ze względu na ilość rosnących tam drzew, kręte ulice, piękne, choć zaniedbane budynki, klimatyczne knajpki i niewielki odsetek turystów (co jak na Kraków jest przecież ewenementem).

podgórze

podgórze
Bez zdjęcia psa artykuł się nie liczy, wiadomo.

podgórze

wisla-podgorze

Samo Zabłocie to jednak przede wszystkim fabryki i magazyny, prawdziwa gratka dla wielbicieli industrialnych pejzaży, i jak się okazuje również entuzjastów sztuki. To właśnie tu mieści się Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK (do dziś wspominam dwie wystawy: „Jestem kroplą w morzu. Sztuka ukraińskiej rewolucji” i „Rzeźby, obrazy, filmy” Juliana Opie – była to pierwsza wystawa indywidualna tego artysty w Polsce) oraz Fabryka Emalia Oscara Schindlera. Przede wszystkim jednak, Zabłocie stanowi centrum różnej maści kulturalnych i artystycznych inicjatyw i nie bez powodu nazywa się je Krakowską Dzielnicą Kreatywną (tych z Was, którzy mają co do tego wątpliwości, odsyłam tutaj). To również tutaj odbywa się festiwal Polikultura (mam nadzieję wziąć udział w tym roku, w dniach od 29 do 31 maja), prawdziwa gratka dla wszystkich pasjonatów kultury!

zablocie
Zdjęcie z biura, w którym miałam okazję pracować, oddaje w pełni atmosferę Zabłocia. Dla mnie, coś absolutnie wspaniałego.

mural-zablocie
Typomural przy ul. Traugutta

auschwitz-zablocie
Wpadające do środka światło sprawia, że widzimy napis „Auschwitzwieliczka” na bocznych ścianach rzeźby Mirosława Bałki. Kiedy pada deszcz pojawia się na ziemi.

mural-zablocie
Mural „Ding Dong Dumb”, ul. Józefińska 3

mural-zablocie
Mural „Drogi do Wolności”, ul. Kącik

mocak-zablocie

W Zabłociu zakochałam się bez pamięci. Ucieszyłam się, kiedy okazało się, że ryfkowy szlak krakowski prowadzi nas właśnie tam. Mogłam się tego spodziewać, pamiętałam bowiem, że murale ekscytują Ryfkę prawie tak samo mocno, jak ziemniaki, a jest ich w tej okolicy całkiem sporo. Sama zresztą pisała o tym w swoim sprawozdaniu z wycieczki poświęconej krakowskiej sztuce ulicznej (ptaszki doniosły mi, że organizatorzy mają teraz przerwę zimową, ale projekt ponownie ruszy latem, najpewniej w maju!).

W ramach przerwy zatrzymaliśmy się w moim ulubionym Coffee Cargo. Z całego serca polecam to miejsce i serwowaną tam cascarę.

coffee-cargo

coffee-cargo

Hotel Forum

Ostatnim przystankiem na trasie był hotel Forum, w którym zakochałam się już podczas pierwszego samotnego spaceru wzdłuż Wisły. Otwarty w 1988, zamknięty w 2002, przypomina dzisiaj wrak statku wyrzucony na brzeg. Wspaniale prezentuje się na tym zdjęciu (zapewne zauważyliście już, że lubuję się w melancholijnych sceneriach). Na żywo jego widok jest jednak jeszcze bardziej przygnębiający, o ile nie zasłaniają go akurat banery reklamowe (wówczas wywołuje zupełnie inny rodzaj przygnębienia). Przypominam sobie, jak przyglądając mu się w osłupieniu z drugiego brzegu, zagadnęłam przechodzącą starszą damę:

– Przepraszam panią, co to za budynek?
– Wspaniały, prawda?
– Prawda.
– To hotel Forum. Bywałam tam na bankietach. Proszę pani, jacy wspaniali mężczyźni byli tam gośćmi! A jak piękne kobiety były gośćmi tych gości!  Imprez tam organizowanych nie da rady zapomnieć. Nawet ze sklerozą.

Z zaskoczeniem przyjęłam wiadomość, że budynek jest darzony serdeczną nienawiścią przez większość krakusów. Wielu skupia się jedynie na jego walorach estetycznych i nazywa straszydłem, reszta – nazwijmy ją sentymentalną – pielęgnuje nienawiść wspominając, że aby hotel mógł powstać, wyburzono stadion Robotniczego Klubu Sportowego Garbarnia (co jest ich zdaniem niepowetowaną stratą).

Mimo, że hotel przyjął ostatnich gości trzynaście lat temu, dziś tętni życiem. Prosperuje tu lokal Forum Przestrzenie, a na zielonym placu tuż przed nim, tłumy ludzi rozsiadają się na leżakach i kocach. Razem z Ryfką zawitałyśmy również do tamtejszego butiku.

hotel-forum

krakow

krakow

Dzisiaj myślę, że Ryfka mogłaby być profesjonalnym przewodnikiem. Mogłaby oprowadzać turystów na przykład krakowskim szlakiem ziemniaka, który uwzględniałby między innymi przystanek przy belgijskich frytkach i Kumpirze, albo szlakiem lodziarni. Mogłaby też urządzać spacery poświęcone krakowskiej sztuce ulicznej, to z całą pewnością. Dla spragnionych mocniejszych wrażeń, przewidziane byłyby eskapady „Spytaj Ryfkę o drogę” (założę się, że okazałyby się sukcesem)… Zapisuję się już teraz na wszystkie, jak leci.
    • Joanna Ryfka

      Warto było czekać na taką relację :) Musimy to kiedyś powtórzyć. Niekoniecznie w tym samym mieście, ale koniecznie w tym samym składzie (ewentualnie poszerzonym o Dzióbka). Uściski dla Ciebie i Szanownego Programisty!

      • Dziękujemy i też ściskamy! Może następnym razem to ja oprowadzę Ciebie :-)

    • Kuriczka

      słuchaj kobieto, mieszkałam w Krakowie 3 lata i w ogóle się nie dowiedziałam (nie poczułam) jaki jest fajny, a Twój artykuł sprawił, że zamierzam tam niedługo pojechać, pospacerować i zrobić parę zdjęć. wniosek nasuwa się jeden: dobra notka. w przyszłości zamierzam zgłębić tajemnice tego bloga. pozdro szejset!

      • Dzięki! Pozdrów ode mnie hotel Forum!

    • świetny tekst! trzymajcie się dziewczyny! :)

    • Super, uwielbiam Kraków i kiedy mogę uciekam w jego ramiona z szarości codzienności, a on zawsze przyjmuje mnie wesoło i przyjacielsko.

    • W.

      Trafiłam tutaj za sprawą Ryfki i jestem z tego faktu bardzo zadowolona, bo czuję, że zostanę i będę miała co czytać. Bardzo mnie cieszy też fakt, że sztuka uliczna rozwija się w Krakowie i murale stają się cenioną i szanowną ozdobą. Kawał dobrego zwiedzania za Wami!

    • Pingback: Sunday Best No. 12 | Spódnice w górę!()

    • Martyna Lipiec

      Uwielbiam ludzi piszących w taki sposób o Krakowie i tym bardziej się cieszę, że sobie takie fajne miasto wybrałam do studiowania. :)