27 stycznia 2015 Polska

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o prowadzeniu sex shopu, ale baliście się zapytać

Po dłuższej nieobecności, wracam do Was z tekstem zupełnie wyjątkowym. To pierwszy wywiad, jaki publikuję na blogu, i mam nadzieję, że nie ostatni. Szalenie spodobała mi się ta forma, choć zachodzę w głowę, czy nie doszło tu raczej do ogólnej ekscytacji jednym z moich ulubionych tematów… Moją rozmówczynią jest bowiem Monika Zamorska z Bossy – początkowo internetowego, aktualnie realnie istniejącego sex shopu.
Bossy znajdziecie w Poznaniu, na ul. Ratajczaka. Nie sposób go przegapić, bo witrynę ma kolorową, gustowną, zachęcającą do wejścia do środka. Zawieszony szyld głosi, że jest to przybytek z bedroom equipment, co niekiedy prowadzi do zabawnych nieporozumień. Słyszałam o jednym jegomościu, który wstąpił do Bossy i całkiem serio pytał o pościel.

Ze wszystkich sex shopów, które odwiedziłam w Polsce, Bossy odpowiada mi najbardziej. Nie znajdziecie tu wszystkiego, czego dusza zapragnie, na pewno też nie poczujecie się anonimowi i nie uda Wam się ukryć między regałami… Ale ale! W tym niewielkim sklepiku traficie na asortyment gruntownie przemyślany, różnorodny i elegancki. Przede wszystkim jednak poczujecie się tam swobodnie, a dzięki obsłudze, która w moim mniemaniu zasługuje na medal, zostaniecie pierwszorzędnie obsłużeni. Mnie wizyty w Bossy zawsze poprawiają humor, z przyjemnością kupuję tam prezenty dla siebie i moich najbliższych, i słowo daję: za każdym razem wychodzę stamtąd zaopatrzona w nową wiedzę i inspiracje.

Monika prowadzi Bossy. Podoba mi się, w jaki sposób kieruje swoim biznesem. Jej edukacyjna misja też robi na mnie wrażenie. Monika organizuje warsztaty, zabiega o to, by w ofercie sklepu znalazł się jak najbogatszy wybór książek z wiadomej dziedziny, przy każdej możliwej okazji wspomina, że te wszystkie kolorowe przedmioty gwarantują nie tylko dobrą zabawę, ale są przede wszystkim dobre dla naszego zdrowia. Serdecznie jej kibicuję i mam nadzieję, że sklep już zawsze będzie dla niej źródłem satysfakcji.

Zapraszam na wywiad! (Wszystkie produkty przedstawione na zdjęciach dostępne są w sklepie!)

Powiedz mi, skąd wziął się pomysł na sex shop? Skąd pomysł na to, żeby otworzyć miejsce tak gustowne, sympatyczne, kojarzące się bardziej z zabawą i edukacją, niż z perwersjami…

Monika: Zacznijmy od tego, że to nie tyle jest mój pomysł, co mojego partnera. On to wszystko zaczął, kiedy sześć lat temu otworzył sklep internetowy. Bardzo zainteresował się firmą Lelo, jeździł za granicę żeby lepiej poznać markę, bo wtedy w Polsce jeszcze nikt o niej nie słyszał. Otworzył sklep internetowy, a potem zajął się swoją główną działalnością, czyli fotografią. Lekko ten temat odpuścił. Kiedy jakiś czas później poznaliśmy się, pojawił się pomysł, żebym przejęła sklep. Z czasem doszliśmy do wniosku, że nie ma drugiego miejsca takiego jak Bossy i że warto byłoby otworzyć tradycyjny sklep. Głównie skupiliśmy się na takim przeświadczeniu, że skoro mamy również w ofercie wibratory dobrych i drogich marek, powinniśmy umożliwić naszym klientom zapoznanie się z nimi na żywo, aby mogli je zobaczyć, dotknąć, sprawdzić jak działają… Poza tym, zależało nam na stworzeniu tego miejsca w taki sposób, aby ludzie się nie wstydzili. Chcieliśmy żeby Bossy zapraszało do wejścia, żeby klienci dobrze się w nim czuli i nie wychodzili zawstydzeni. Dlatego też nie mamy zasłoniętych drzwi, zrobiliśmy jedynie ażur na witrynie. Wszystko po to, żeby sprawiać wrażenie, że nie ma się czego wstydzić. I ludzie są ciekawscy, lubią zaglądać, zwłaszcza wieczorami, kiedy oświetlone wnętrze widoczne jest z ulicy. No i chodzi tu też o to, żeby edukować. Stąd na przykład książki w ofercie.

ksiazki1

Która książka jest aktualnie na topie?

Monika: Hitem na pewno jest “Seks na wysokich obcasach” Alicji Długołęckiej i Pauliny Reiter, ale równie popularne są książki dla dzieci. Na przykład “Wielka księga cipek” i “Wielka księga siusiaków”.

Orany, jak one są rozkosznie ilustrowane!

Monika: Tak! To szwedzkie wydawnictwo. Wiesz, w Szwecji edukacja seksualna stoi na zupełnie innym poziomie, niż w Polsce. Znacznie wyższym. Tam to są książeczki dla dzieci, ja zaś polecam je również polskim nastolatkom. Ciekawe, że w naszym sklepie kupują je dorośli, najczęściej na prezent, dla śmiechu. “Poliamoria” i “Inna rozkosz” też są często wybierane. Podobnie jak pozycje dotykające tematów BDSM, one też cieszą się popularnością. Jest jeszcze książka Matang Chia. On pisze nie tylko o seksualności, ale również o duchowości… Klienci go lubią, pytają o niego.

ksiazki2

bdsm1

Skoro wspomniałaś, że klienci sięgają po lekturę związaną z BDSM, to powiedz, ilu z nich pyta o asortyment związany z tym klimatem?

Monika: Trudno powiedzieć, ale raczej niewielu. Ludzie też różnie to komunikują. Znajdą się tacy klienci, którzy mówią wprost czego szukają, najczęściej są to akcesoria do bondage, albo gagi, czasem jakiś pejczyk. U niektórych natomiast wychodzi to w rozmowie, trzeba się wysilić żeby zrozumieć intencje klienta. Znajdą się też tacy, którzy mówią, że szukają na prezent, a z czasem wychodzi , że dla siebie. Ludzie się wstydzą o te rzeczy pytać otwarcie, toteż wolą chyba robić zakupy przez internet. Bossy nie jest też jakimś specjalistycznym sklepem jeśli chodzi o BDSM. Zapoznaliśmy się z tematem i zdajemy sobie sprawę z istnienia marek typowo specjalistycznych, my ich nie mamy.  Oferujemy produkty nadające się raczej “na liźnięcie tematu”, na początek…

bdsm2

A kto częściej odwiedza wasz sklepik, mężczyźni, czy kobiety?

Monika: Dobre pytanie. Poznałam właściciela pierwszego Beate Uhse w Polsce, który powstał w Warszawie. Opowiadał, że w dzień otwarcia przed sklepem ustawiły się kolejki. Stali w nich sami mężczyźni. To były lata 90. Mężczyźni podejmowali wtedy decyzje za kobiety i kupowali im gadżety. Dziś jest inaczej. Jakieś 75% klientów to kobiety, 15% to pary, mężczyźni natomiast to tylko 10%. Widzimy to wyraźnie patrząc na klientów naszego sklepu. Okazuje się, że kobiety są aktualnie bardziej świadome, interesują się tematem, dużo o tym czytają. Mają to na uwadze producenci gadżetów. Zauważ, że estetyka produktów jest podporządkowana gustom kobiet, nie jest już tak realistyczna, jak kiedyś. Jest subtelna, kolorowa.
Z produktami dla mężczyzn jest tak, że nawet gdybym chciała mieć ich więcej w ofercie, to zwyczajnie bym nie mogła, bo.. ich nie ma. Jest mocno ograniczona!

wibratory
Cyklamen, fuksja, pudrowy róż – to moje ulubione kolory. Przypadek?

Zdałam sobie z tego sprawę, kiedy jakiś czas temu przyglądałam się akcesoriom dla mężczyzn. Weźmy na przykład plugi. Poza tą uroczą jeżynką Ass-Berries utrzymaną w męskiej estetyce (czarny silikon ze złotymi elementami), znalazłam jedynie ten bardziej wymyślny i drogi produkt z ruchomą kuleczką.

Monika: Zacznijmy od tego, że wszystkie butt plugi są uniwersalne. Dobrym przykładem są plugi z Fun Factory: bootie i boosty. Wybierają je kobiety i mężczyźni. Ten z kuleczką, o którym wspominasz jest głównie dla mężczyzn. To Nexus Neo. Jak tak zaprojektowany aby przede wszystkim masować gruczoł prostaty, czyli tę najmocniejszą strefę erogenną w ciele mężczyzny. Poza przyjemnością, jaką ten produkt daje, należy przede wszystkim zaznaczyć, jakie ma znaczenie zdrowotne. Korzystanie z tego zmniejsza ryzyko zachorowania na raka prostaty, a poza tym zwiększa produkcję plemników. Mieliśmy taki przypadek, że przyszedł do nas klient z zamiarem kupienia Nexusa, po to właśnie, aby móc zapłodnić swoją żonę.

korki
Bootie i Boosty – popularne nie bez przyczyny ;-)

Wspaniale! Mam tylko wrażenie, że jest bardzo twardy.. zbyt twardy jak na zatyczkę…

Monika: Ale to nie jest zatyczka. Nie należy Nexusa mylić z plugiem. On został specjalnie tak zaprojektowany, nie może być miękki. Nie spełniałby swojego zadania. Ta obrotowa kulka, o której wspomniałaś, również jest tu nie bez powodu. Jej zadaniem jest chronienie jąder przed uszkodzeniem. Tu wszystko jest bardzo dobrze przemyślane. Naprawdę.
Jeśli chodzi o mężczyzn, mamy taką zasadę, że nie polecamy chemii na potencję. Proponujemy za to pierścienie na penisa.

nexus

No właśnie. Pierścienie. Czy twoim zdaniem to coś naprawdę skutecznego, czy to tylko fajerwerki, dzięki którym w łóżku jest bardziej fikuśnie?

Monika: Bardzo skutecznego! Rozmawialiśmy o pierścieniach z seksuologiem, który to potwierdził. Uczulamy tylko naszych klientów, żeby uważnie się obserwowali. Wiadomo, że kiedy penis robi się siny, pierścień należy jak najszybciej zdjąć. W ogóle nie należy trzymać go dłużej niż kwadrans. Najpopularniejsze modele to te, które mają dodatkowe wibracje. Ovo ma rewelacyjne pierścienie wibrujące. Wszystkie są wykonane z silikonu i działają na baterie. Kosztują około 60 złotych.

Bardzo dobrze pamiętam, kiedy przyszłam do Bossy pierwszy raz. Byłam pod wielkim wrażeniem! Przemyślany asortyment, ładne wnętrze i świetna, zaangażowana obsługa. Pamiętam, że za ladą stał chłopak…

Monika:  Tak, zatrudnialiśmy kiedyś chłopaka. To było na samym początku. Doszliśmy jednak do wniosku, że w sklepie takim jak nasz jest lepiej, kiedy klientów obsługuje kobieta. Po pierwsze ze względu na klientki, z którymi nawiązuje się wtedy koleżeńską relację, po drugie ze względów na panów, którym zwyczajnie łatwiej przychodzi rozmowa z kobietą, niż z mężczyzną. Niezależnie od tego, czy szukają jakiegoś produktu, czy przychodzą z problemem… W takich sytuacjach prawie zawsze pojawia się też delikatny element flirtu na poziomie ekspedientka – klient…

Nie jest to niebezpieczne? Pytam, bo wspominasz o flircie, a jeden z właścicieli podobnego sklepu w Krakowie powiedział mi, że kilkakrotnie zdarzyło się, że klienci jego sklepu byli bardzo nachalni wobec dziewczyny za ladą, ktoś się nawet rozebrał…

Monika: Nie, w Bossy nigdy nie doszło do tego typu sytuacji.

Poznałam jedną ze sprzedawczyń, jest absolutnie rewelacyjna. To chyba najsympatyczniejsza i najbardziej otwarta sprzedawczyni w sklepie z akcesoriami erotycznymi, jaką spotkałam w życiu. Sprawia wrażenie, że praca daje jej frajdę, no i naprawdę jest kompetentna. Cieszę się, że mogę to tobie nareszcie powiedzieć. Zatrudniacie świetną dziewczynę! Czasem, kiedy przechodzę obok sklepu i widzę, że jest, wstępuję tylko po to, żeby się przywitać i wypytać, czy macie coś nowego. Prawie za każdym razem dowiaduję jakichś rewelacji. Pamiętam, jak pewnego razu wspomniała mi, że musi ostrzegać klientów, żeby nie używali analnie zabawek do tego nie przeznaczonych, takich jak kulki gejszy, czy bullety – te malusie wibratorki… Dowiedziałam się od niej, że odbyt ma taką właściwość, że po prostu zasysa wszystko jak leci, co nie ma zabezpieczenia w postaci szerszej podstawy. Zasysa i już nie chce oddać. Uratować takiego delikwenta może tylko szpital.

Monika: No tak. Jak się przyjrzysz zabawkom analnym to zobaczysz, że są szersze na końcu. Po to właśnie, żeby nie wpadły do środka. My wiemy to wszystko, ponieważ mieliśmy szkolenie z panią z firmy Fun Factory. Ona wyczuliła nas na takie rzeczy, wytłumaczyła o czym warto uprzedzać klientów, żeby nie zrobili sobie krzywdy. Mamy w sprzedaży kulki, które mają budowę podobną do kulek gejszy, tylko, że są doodbytnicze. Warto zwracać uwagę na takie rzeczy: szersza podstawa da ci pewność, że używasz ich we właściwy sposób. Nigdzie nie wpadną, możesz być spokojna. Kobiety często je wybierają, bo dzięki nim pochwa wydaje się mniejsza, no i sama stymulacja staje się jeszcze przyjemniejsza. To też dobre rozwiązanie dla dojrzałych kobiet. Oczywiście, korzystają z nich również mężczyźni.

kulkiporownanie
Znajdź różnicę

Cieszę się, że coraz więcej kobiet sięga po kulki. Pomijam już fakt, że dzięki nim orgazmy zabierają nas na księżyc, myślę przede wszystkim o naszym zdrowiu. O kulkach słyszała nawet moja babcia. Miała sto pytań!

Monika: Ja też to widzę, i też się cieszę. Kulki gejszy to najpopularniejszy produkt w naszym sklepie…

A kiedy kobieta nie przychodzi po kulki, tylko po wibrator…

Monika: Kiedy kobieta przychodzi po wibrator, to pierwsze o co pytamy, to o to, jaki rodzaj stymulacji preferuje. Tłumaczymy oczywiście, że może być stymulacja łechtaczkowa, jak i stymulacja wewnętrzna i jednocześnie łechtaczkowa. Na początek zawsze proponujemy coś mniejszego, na pewno tańszego, ale oczywiście zawsze wykonanego z bezpiecznych materiałów. Zdajemy sobie sprawę, że kiedy klientka decyduje się na zakup swojego pierwszego wibratora ma prawo nie wiedzieć, czy jej się to na pewno spodoba… Może wcale nie? Każda klientka dostaje od nas ulotki i foldery informacyjne. Nie zakładamy, że kobieta zakupi wibrator jeszcze tego samego dnia, wiemy że taki zakup wymaga niekiedy przemyśleń. Na pierwszy raz proponujemy modele do 100 złotych. Oferujemy produkty Ovo, albo Fun Factory…

Wow! Znajdą się wibratory Fun Factory do 100 złotych?

Monika: Tak! Te modele Fun Factory są z reguły mniejsze. Wibratory Ovo są oczywiście tańsze, wykonane są z bezpiecznych materiałów, ale jednak ustępują tutaj Fun Factory. Nie mogą być na przykład zanurzone w wodzie, a jedynie trochę ochlapane. Zresztą jeśli mamy jakieś reklamacje, to na Ovo właśnie, nigdy na Fun Factory, ale bez obaw. Wszystkie reklamacje zawsze są przyjmowane, produkt zostaje wymieniony na nowy. Ta firma ma pakiet gwarancyjny naprawdę mocno rozszerzony.

Fun Factory wypuściło jakiś czas temu nową linię produktów. To tańsze wibratory antenowe. Często czołowe marki decydują się na stworzenie podmarek, których produkty będą bardziej przystępne cenowo. Tak zrobiło Lelo wypuszczając Pico Bong. To są produkty trochę inaczej wykonane, działające na baterie, podczas gdy Lelo działa na akumulatory. W skrócie chodzi o to, żeby wypuścić na rynek produkt tańszy, bardziej kolorowy, zabawny, dla młodszych i ostatecznie móc też różnicować ceny. Podobnie robi Tenga. Niedawno wypuściła Irohę mini, która jest mniejsza i działa na baterię.

Widziałam Irohę mini w internecie. Zakładałam, że będzie wykonana z takich samych rozkosznych w dotyku materiałów co klasyczna Iroha, a tu klops!

Monika: Niestety nie jest. Poza tym działa na baterię, nie na akumulator, i ma tylko jeden poziom wibracji.

Monika: Skoro już rozmawiamy o tańszych liniach produktów znanych marek, to wspomnę jeszcze o odpowiednikach znanych produktów. Przede wszystkim o Body Wandzie. Przypuszczam, że słyszałaś o Wandach… Oryginalny Magic Wand jest do kupienia tylko w Stanach, my sprzedajemy Body Wandy. Akurat teraz nam się kończą, to bardzo popularny produkt. My zamawiamy towar z Holandii, i z powodu przedpłat nie jesteśmy w stanie zamówić tych masażerów w większej ilości, na zapas.

bodywand

A czy do Body Wanda są jakieś dodatki? Bo jeśli o Magic Wanda chodzi, to dodatkowych gadżetów jest tyle, że można się pogubić. Coś fantastycznego!

Monika: Niestety nie. Możesz za to wybrać pomiędzy dwoma modelami: jeden jest na baterie, drugi na kabel. Ten drugi jest zdecydowanie mocniejszy… Z tymi działającymi na baterie jest za to o tyle ciekawiej, że wypuszczają wersje mini, a nawet całkiem malutkie.

Przypominasz sobie jakieś ciekawe historie związane z klientami?

Monika: Różne są historie! Ze względu na miejsce, jego charakter, wielu ludzi traktuje nas trochę jak psychologów. Klienci często otwierają się przed nami i zwierzają. Panowie czasem opowiadają jakie mają problemy z żonami, że mają kryzys, że próbują to odbudować. Pytają co mogą zrobić. W takich momentach pytam, czy próbowali jakichś technik relaksacyjnych, bo to jest zawsze pierwsza rzecz jaką proponujemy. Mówimy tu o świecach i olejkach do masażu. Jeśli nie, dopiero wtedy mówimy o gadżetach wibrujących…

swieceiolejki

A gdybyś miała wytypować jakiś hit sklepu..?

Monika: Kulki gejszy. Żaden konkretny model, kulki gejszy po prostu. Trzeba je wybierać indywidualnie. To, jakie wybierzemy zależy od wieku, od tego, czy kobieta jest po porodzie, czy nie, od tego czy jest drobna anatomicznie, czy wręcz przeciwnie. Jeśli jest drobna, proponujemy pojedynczą kulkę. Panie po porodzie mogą już sięgać po modele podwójne. Ze wszystkich dostępnych w sprzedaży, za najlepsze uznajemy komplety kulek progresywnych. Panie zaczynają ćwiczyć z pojedynczą, dosyć lekką kulką, a kończą z najcięższą, zupełnie jak na siłowni, gdzie również zaczynamy od mniejszych ciężarów. Tutaj mamy do czynienia z trzystopniowym programem ćwiczeń mięśni Kegla. Najcięższa kulka jest również najmniejsza, a więc występuje tu największe prawdopodobieństwo, że wyleci. Inną, równie ciekawą propozycją są kulki magnetyczne. Ćwiczenia polegają na tym, by zmienić ich kolejność wewnątrz pochwy. To już jest wyższy stopień wtajemniczenia.

To jest w ogóle możliwe żeby zmienić ich ułożenie?!

Monika: Oczywiście, że możliwe! Kiedy ktoś przychodzi po te konkretne kulki znaczy, że czytał, że wie o co chodzi i czego chce. Wprawione w ćwiczeniach mięśni Kegla panie, z pewnością poradzą sobie z kulkami magnetycznymi. Serio.

kulkiprogresywne
Komplet kulek progresywnych i intrygujące kulki magnetyczne

Przypominasz sobie może jaki produkt zrobił na tobie największe wrażenie? Zaskoczył cię? Dla mnie teraz numerem jeden są te kulki magnetyczne, ale w jednym z krakowskich sex shopów ekspedient pokazał mi wibrator, który poruszał się do muzyki…

Monika: To musiał być OhMiBod. One wibrują do muzyki. Tylko trzeba pamiętać, że działają bardziej przy basowych uderzeniach. Przy romantycznej muzyce może już nie być takich sensacji.

ohmibod
Gratka dla melomanów

Monika: Wracając do twojego pytania, to pamiętam, że zszokowałam się na widok wielkiego masturbatora dla panów… To Spider. Jest drogi, kosztuje 399 złotych, ale to już naprawdę wyższa szkoła jazdy. Można go przyssać do ściany pod dowolnym kątem, a opakowanie jest tak zaprojektowane, żeby utrzymać go jak najdłużej w czystości, co w przypadku masturbatorów nie jest przecież łatwe. No i jest naprawdę wielki!

A propos masturbatorów: organizujemy tutaj wieczorki, w czasie których można zapoznać się z produktami dostępnymi w sklepie. Jednego razu przyszła taka grupa, było wino, wyłożyłyśmy najciekawsze produkty, opowiadałyśmy o nich, oni mogli do woli zadawać pytania i jeśli chcieli – mogli również coś kupić. I oni nazwali te wszystkie Tenga masturbatory dla mężczyzn: travel pussy.

Mówisz, że organizujecie “wieczorki zapoznawcze”, a co z warsztatami? Wiem, że organizujecie..?

Monika: Tak, dotychczas odbyły się dwa bezpłatne warsztaty, było sporo chętnych. Gorzej było kiedy zorganizowaliśmy warsztaty płatne. Nie było zainteresowania. Duża szkoda, że się nie odbyły, bo to było coś naprawdę ciekawego. Sześciogodzinne zajęcia, głównie praca i ćwiczenia. Nie zależy nam tylko na tym, aby poruszać tematy związane z seksem, ale żeby podejść do tego bardziej ogólnie, trochę tak, jak na treningach personalnych. Wiem, że w Warszawie i Wrocławiu takie warsztaty odbyły się i okazały się sukcesem, w Poznaniu zgłosiły się jedynie trzy osoby… Tak, czy siak, na pewno zorganizujemy kolejne warsztaty, jakoś po Nowym Roku. Szykujemy coś na Walentynki i na Dzień Kobiet.

Współpracujemy też z kinem Muza, ostatnio kiedy na ekrany weszła “Nimfomanka” von Triera. Zorganizowaliśmy konkurs, można było wygrać vouchery do wykorzystania w Bossy.

warsztaty

Nie ukrywam, że chciałabym także spytać cię o to, jak wygląda rozkręcanie takiego biznesu w Polsce. Wiem, że prawie nigdy nie jest tak, że otwierasz własny biznes i on natychmiast rozpędza się i przynosi zawrotne zyski. Jak to wygląda w przypadku sklepiku z bedroom equipment? Po jakim czasie zauważyłaś zyski i upewniłaś się, że warto dalej prowadzić ten sklep?

Monika: Bossy jest rentowne. Sama sprzedaż zarabia na swoje koszty i na towary. Mamy to szczęście, że nie  musimy dokładać. Dużo się mówi o tym, że pierwszy rok dla firm to głównie dokładanie kolejnych środków finansowych. Nas to ominęło. Cały czas myślimy też, w którym kierunku mamy się rozwinąć. Zastanawiamy się nad bielizną, ale na ten moment nie mamy na nią miejsca. Niezbędna jest na przykład garderoba…

Dobry pomysł. Brakuje mi sklepu z bielizną o konkretnym charakterze, ale nie wulgarną. Kiedy na przykład odwiedzam Beate Uhse, którą nawiasem mówiąc bardzo lubię, to widzę sam lateks albo kiczowate Obsessive i tandetne koronki. Jest nisza, zdecydowanie jest.

Monika: Racja, ale w Polsce pojawia się coraz więcej osób, które zaczynają zajmować się produkcją eleganckiej, charakterystycznej bielizny. Można więc nawiązać z nimi współpracę, albo sięgać po marki włoskie, czy niemieckie. Czasem to są naprawdę piękne rzeczy. Owszem, w tych modelach przemycany jest fetysz, ale ja uważam, że to jest mądre przemycanie fetyszu. Podoba mi się. Niestety wiąże się to z dużym kosztem… Taki komplet może kosztować 100 euro, i to w hurcie. Musisz też pamiętać, że powinieneś oferować model bielizny w każdym rozmiarze. Nie możesz powiedzieć klientce: “Niestety nie mam eSki”. To naprawdę duża inwestycja, ale ludzie pytają. Ostatnio przyszedł do nas jeden pan z pytaniem o bieliznę, to odesłałam go do Intimissimi, bo wiedziałam, że mają akurat ładną buduarową kolekcję. I on poszedł na Półwiejską, kupił, wrócił się do nas i podziękował.

Co jest najtrudniejsze w prowadzeniu takiego sklepu jak Bossy?

Monika: Chyba przełamanie w ludziach przeświadczenia, że “te rzeczy” mogą nie być wulgarne. Uświadomienie, że to może być fajne, zabawne, kolorowe, że nie należy się wstydzić. Przełamanie poglądu, że jak ktoś tu wchodzi, to oznacza że ma jakiś problem w związku. Panuje takie przekonanie, że jeśli kobieta używa wibratora, to znaczy że partner jest nieodpowiedni, że wibrator oznacza kryzys w związku.

Powiedz, czy przez to, że otaczasz się takimi przedmiotami, to twoje nastawienie do seksu zmieniło się jakoś? Jedna z moich czytelniczek bardzo chciała się dowiedzieć, czy od prowadzenia takiego biznesu, seks ci nie obrzydł…

Monika: Zupełnie nie! Ale jak to się mówi: “Szewc chodzi w obdartych butach” i nie mam w domu szafki wypełnionej gadżetami. Mogę szczerze powiedzieć co mam i co używam. Są to głównie świece do masażu (jestem fanką!) i nawilżacze Pjura – moim zdaniem najlepsze na rynku. Myślę o tym, żeby kupić sobie kulki gejszy i o jakiejś mniejszej wibrującej zabawce. Mam w domu parę książek, więc też wiem, które polecać. Generalnie nie jest tak, że otwierają się u mnie drzwi sypialni i zasypuje cię lawina wibratorów. Dlatego też, kiedy klienci mnie pytają, czy testowałam, odpowiadam często, że niestety nie.

A jak jest u was ze składaniem zamówień na produkty? Jeśli wpadłabym na jakiś erotyczny kaprys, to jaka jest szansa, że sprowadzicie dla mnie to, czego potrzebuję?

Monika: Możemy sprowadzić wszystko z Europy. Dzięki temu, że współpracujemy z siecią hurtowni w całej Europie, nie jesteśmy ograniczeni jedynie na towarów z hurtowni polskich. Dysponujemy katalogami różnych firm, udostępniamy je klientom. Zresztą najlepiej wysłać do nas maila z zapytaniem o możliwość sprowadzenia produktu, a my to po prostu zrobimy. Sprawdzamy dostępność, informujemy o cenie i czasie realizacji zamówienia. Robiliśmy już takie zamówienia indywidualne.

Wspaniale! Monika, bardzo dziękuję za ten wywiad i życzę ci powodzenia w prowadzeniu i rozwijaniu Bossy. 

Monika: Ja również dziękuję za zainteresowanie naszym sklepem. Nie ukrywam, że jest to dla nas niemałe wyróżnienie. Na koniec chciałabym również podziękować dwóm wspaniałym dziewczynom, z którymi mam okazję pracować – to one budują atmosferę otwartości, uprzejmości z odrobiną pikanterii…

Bossy
ul. Ratajczaka 20
Poznań

    • Marcin Ty

      Niezły tekst sponsorowany hehe.

      • Miło mi, że przeczytałeś wywiad. Tekst nie jest sponsorowany. Jeśli kiedykolwiek opublikuję takowy, na pewno to podkreślę. Pozdrawiam!

    • Pingback: Syrenki Polecają #2 - Dziewczyna i faceci()